niedziela, 2 kwietnia 2017

Pejzaż

Dzięcioła stukot o konar drzew, rozległ się z echem po okolicy. Szum miasta na moment ucichł, zakłócony nową falą dźwięku. Kos siedział na gałązce, wątłych bezlistnych krzaków.  Ziewnął, przymrużając oczy, poprawiając swoja pozycję uniósł delikatnie i nastroszył piórka. Opadały na nim spokojnie go otulając. Wszystko wydawało się smutne i ponure. Dawna kolorystyka zanikła, a zima zasnęła gdzieś w niedźwiedziej noże.
Zmurszałe liście pokryte były miejscami czarnymi plamami ziemi. Pomału stawały się jej częścią.
Sarna przemknęła pomiędzy drzewami zostawiając po sobie ślady kopyt. Skały ostre i momentami gładkie podkreślały surowość klimatu. Jedynie mech, który je porastał grubą warstwą, tworzył zielony miękki koc. Rozbijając monotonny brązowy szkic, wymieszany z szarością odbijającego się w nim nieba.
Dwie brzozy powykręcane w nietypowy sposób. Stały blisko siebie tworząc ciekawą formę bliskości.
Tym razem nie było już grzybów, na starych pniach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz