poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Bez jaj

Jajko z dużymi oczami, tupecikiem na środku glacy i noskiem z dwukropek.
Miało otwarte szeroko, roześmiane usta.
Zgrabne kształty ze spódniczką z trawy. Ręce krótkie, bez nóżek siedziało w świeczniku na stole. Przyglądało się otoczeniu, mlaszcząc oczami.
''Dziwnie, pusto, nikogo nie ma''- myślało przez dłuższą chwile, wspominając poprzedni poranek.
Widział talerze, widelce i noże. Zmasakrowane białe skorupy i sprężyste ciała, które znikały prawie w całości od samego rana.
Słyszał w pudełku w ciemnych i chłodnych warunkach, że będzie wesoło z barankiem w koszyczku. Wiadomości o malowaniu, farbowaniu rozchodziły z szeptem pod wieczkiem. Zajmą odświętne miejsca przy stole.
Ale nic z tego, nawet nie poczuł wrzącej wody, jakuzzi jak mówili, jajeczne spa.
Zamiast tego próbował sobie przypomnieć coś, zanim trafił na tą Wielkanocą ucztę.
Przebity szpilką i ogłuszony, nie zauważył, kiedy stał się wydmuszką.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Słodka


Orzesz orzeszko arachidowa!
Pachniesz sezamem i rodzynkami.
Podsypiesz innymi bakaliami.
Biała kostka to nie dla mnie. Tej całkiem ciemnej nie odmówię.
A ta pół na pół, może być na deser.
Słodka marcepanowa panna w czekoladzie, kusi swoim aromatem.
Przewracam oczami udaję, że jej smaku nie polecam.

Przegrałam walkę ze swoim łakomstwem.
Liczę przy tym kalorie. Od myślenia o diecie, w wyobraźni jestem wielkim słodkim cukierkiem.

Podpisana
Słodka dziurka

niedziela, 9 kwietnia 2017

Konik


Ruszył poruszony wiatrem,
z grzywa falującą w galopie
I ogonem radośnie uniesionym.
Napręża mięśnie, pochrapuje
wydychanym powietrzem.
Zielone łąki uginają się pod nim.

Pędzi w stukocie płozów,
 uderzając o drewnianą podłogę.
Mały konik na biegunach.

sobota, 8 kwietnia 2017

Upadek

Niebo upadło błogie
Zatoczyło krąg nieśmiertelności
Topiąc się w kałuży łez
Podnieść się nie może

Ugrzęzło po istnienia kres
Unosi mgliste powieki
Zamulone otwiera usta
Bulgocze donośnie w brudzie

Szaty z chmur spłowiałe
Pokrywa wilgotna ciecz
Nasiąka obciążone coraz bardziej
Wtapia się w ziemię zamilknie
Przyduszone kamieniem

środa, 5 kwietnia 2017

Koniec

Tracąc grunt pod nogami, chwieję się miarowo.
Oczy szklą mi się odbijając w tafli wody. Złudzenie mojej osoby rozbija mała fala uczuć. Krzywe zwierciadło załamuje się nad moim losem. Nie mam już nic, oprócz tych pochylonych powykręcanych nade mną gałęzi drzew. Głaszczą mnie po głowie, oschle, bezlistne. Łamią sobie kruche młode końcówki, na moich rudych płonących w słońcu włosach.

Blada twarz szuka skrawków uśmiechu, który kiedyś odnajdywała się na twarzy. Nic, pustka otwarta na przyszłość. Rozsypuje się na wietrze, każda drobinka ciała, to jeszcze nie popiół, ale jestem blisko. Pomału ulatuje ze mnie natchnienie. Nie odejdę z wiatrem, opadnę na ziemię.
Pogrzebana za życia.


Wiosna




Znowu ona ta nieposkromiona
Po tułaczce z zimowego
Wyciągnęła mnie snu
Tylko nie tu nie dziś może jutro

Nic obiecuj mi kwiatów w błękicie
Ani delikatnego kłótni kontrastu
Zostaw mnie w spokoju
W zadumie i zachwycie nad tobą

niedziela, 2 kwietnia 2017

Pejzaż

Dzięcioła stukot o konar drzew, rozległ się z echem po okolicy. Szum miasta na moment ucichł, zakłócony nową falą dźwięku. Kos siedział na gałązce, wątłych bezlistnych krzaków.  Ziewnął, przymrużając oczy, poprawiając swoja pozycję uniósł delikatnie i nastroszył piórka. Opadały na nim spokojnie go otulając. Wszystko wydawało się smutne i ponure. Dawna kolorystyka zanikła, a zima zasnęła gdzieś w niedźwiedziej noże.
Zmurszałe liście pokryte były miejscami czarnymi plamami ziemi. Pomału stawały się jej częścią.
Sarna przemknęła pomiędzy drzewami zostawiając po sobie ślady kopyt. Skały ostre i momentami gładkie podkreślały surowość klimatu. Jedynie mech, który je porastał grubą warstwą, tworzył zielony miękki koc. Rozbijając monotonny brązowy szkic, wymieszany z szarością odbijającego się w nim nieba.
Dwie brzozy powykręcane w nietypowy sposób. Stały blisko siebie tworząc ciekawą formę bliskości.
Tym razem nie było już grzybów, na starych pniach.