niedziela, 19 marca 2017

Żelazko

Wyprostuję ci myśli,
gorącym żelazkiem.
Tym z duszą,
do piekła zejdę po schodach.
Garścią otwartą nabiorę, tlące się
do czerwoności węgle.

Poczuję jak to boli.
Wtapiać się będą w skórę i mięśnie.
Muszę się pospieszyć, zanim spalą kości.
Resztkami sił, obezwładnianej dłoni,
Wrzucę je do wnętrza i zamknę.

Pierwszy dotyk i syk.
Zaczyna się topić, ta pierwsza,
Najbardziej pognieciona
kartka papieru.
A na niej słowa, które kiedyś do mnie napisałaś.
Po chwili, już ich nie ma.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz