piątek, 24 lutego 2017

Zimowy pejzaż


Z nieba przedzierały się drobne wiązki światła. Oświetlony punktowo, skąpany w szarościach krajobraz, nabierał ciepłego oddechu. Poprzeplatany palcami śnieżnej pani, która zaznaczała swoją obecność na wszystkim czego zdołała dotknąć. Ubrała drzewa w białe płaszczyki do ziemi. Nakładając im na korony diamentowe kryształki.
Mieniły się teraz dostojnie, zerkając na ziemie, na której rozciągające się bez końca miękkie dywany, nie miały końca. Kraina wielkiego zimna miała towarzystwo.

Wiatr swoim oddechem dmuchał jej w oczy. Z zadowoleniem patrzył na wypływające z jej oczu łzy. Niekształtne krople rozrywał i rozmazywał na jej zastygającej bez emocji twarzy. Szkliła się tafla na wodzie. Skute kry lodem wypiętrzały się ponad kiedyś spokojna toń wody. Wrona maszerowała po grudach oblepionych śniegiem. Chociaż raz mogła swobodnie kroczyć, swoimi drobnymi nogami po zamarzniętym jeziorze.
Wschodząc słońce, bawi się skacząc po ostrych krawędziach lodowych wzniesień. Tworzy ścieżkę w stronę horyzontu.

Lecące słone krople wtapiają się w chodnik, po którym przejdzie nie jeden człowiek. Ona stoi jeszcze przez chwilę. Zanim on znowu mocnym podmuchem ostudzi do końca jej ciało. Przeszywają ją dreszcze, to już czas ruszyć w drogę. Tam gdzie wiatru chłodu nie poczuje nigdy więcej. Zaciska usta i zaczyna biec. W wydychanym powietrzu cząsteczki pary osadzają się na kobiety szaliku. Dziadek mróz poprawia go delikatnie. Biała pani, wysyła za nią swoje białe iskrzące się w słońcu płatki. Wicher podąża za nią, ale już nie ma na tyle siły żeby ją dogonić. W końcu jest wolna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz