czwartek, 2 lutego 2017

Kap


Kap, kap,kap
Spływające ze skał krople,
po starym liściu opadają w dół.
Na mchu chwile tak
Żeby znowu usłyszeć.
Kap, kap, kap
Spadają na kamyki,
stróżką lecą cienką.
W kierunku rwącego potoku.
Połączone z jego tonią,
wypełniają go po brzegi.
Szeptać teraz będą,
z jego głębokim wnętrzem.
O wiośnie co na brzeg,
przyleci z świergotem ptaków. 
Ugasić po długiej drodze pragnienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz