czwartek, 26 stycznia 2017

Czas

Stary zegar czas zazębia
Tryby naoliwione
Minut ani godzin nie oszczędzą
Wskazówki z wdziękiem
Po metalowej tarczy biegną
Nie mając końca zataczając kręgi
Odmierzają w codzienności
Ulotne chwile migotliwe nasycone powietrzem
Kluczem nakręcany spiralę napina
Czas płynący nieubłaganie odmierzając 
Kukułka porcelanowa w nim mieszka
Oznajmiając że to godzina pełna
We wnętrzu metalowym sercem w gong bije
Drewniane pudło z szybką
Przypomina że czas który nam pozostał
Szybko przemija

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Myśli

Pożarte jęzorami ognia
Splecione w tumanach dymu
Unoszą się wysoko tańcząc
Na puchowych pierzynach 
Wojnę toczą na poduszki
Z anielskiego pierza
Poległa wieża marzeń
O schodach do nieba
Pozostały gruzy
Rozsypane chwile szczęścia
Wiary już dawno nie ma
Pustka zagościła i rozczarowanie 
Rozwiane wiatrem nadzieje
Zwykłego człowieka



...


...


Wolność


Miłość do sztuki

Postać płasko odciśnięta a raczej wtarta w papier. Nie miła twarzy, grube kreski poprzecinały jej rysy w każdy, możliwy sposób.
Mocny nacisk węgla wdrapywał się w grubą gramaturę dużego arkuszu papieru.
Roztarty nos, czoło, oczy, usta. Za tymi ciemnymi plamami był kiedyś człowiek.
Co po nim zostało? Wielka niewiadoma - Kim był? Co robił? Jak żył?

Siedzę na krześle a ona mnie szkicuje. Skupiona za sztalugą wychyla się zza kartonowej płaszczyzny, na której zdecydowanymi ruchami kreśli moją historię.
Przetarła sobie czoło brudną ręka od czarnej pasteli. Odgarniając włosy teraz wygląda zabawnie. Może ona czyści kominek.
Ha, ha, ha, ha
Śmieje się we własnym wnętrzu, nie zdradzając uśmiechu. Musze się powstrzymać. Jest taka skupiona i spogląda na mnie, trochę nieobecna. Wyciąga przed siebie wyprostowane ramię. Zaznaczając palcem  na ołówku odległości mrużąc przy tym oczy. Zdejmuje ze mnie każdy centymetr, odcinek kształty mojej postaci. Gdyby mogła zdarłaby, też skórę dotykając mięśni. Później odkryłaby anatomiczną cześć czaszki i szkieletu.
Tylko krew, była jej potrzebna. Nie mogła sobie pozwolić na jej upuszczenie. Chociaż jednej kropli. Tętniąca w żyłach czerwona płynna natleniona ciecz. Nadawała porcelanowej skórze odcienie życia. Pośmiertne opady, to nie wiej stylu. Paskudne plamy, żaden puder nie przykryje. Nie jestem manekinem, chociaż trochę go przypominam. Mrugam powiekami, ale w sumie jestem nieruchoma.
Wolę nie myśleć, to tylko sztuka.
Jest taka spokojną i subtelna kobietą w całej okazałości.
Przekłada mnie powoli na dwuwymiarową płaszczyznę, otwierając szerzej oczy. Wyłaniam się z tej powierzchni, ożywam.
Coś poprawia delikatnie, żeby mnie nie oszpecić. Będę jej życiowy dziełem do czasu, aż nie popełni pierwszego błędu. Później stanie się to, co robi za każdym razem kiedy...

Byłam poważnym tematem, teraz leżę dwa metry pod ziemią. Moja historia pochowana jest ze mną a na papierze jest tylko cień i jej odciśnięte palce.



sobota, 21 stycznia 2017

Fragment z notatnika - Mole

Spojrzała na niego, leżał przednią okładką na blacie stołu. Szeleścił kartkami uparcie wydając niewyraźne stłumione dźwięki, wydzierające się z jego wnętrza. Szarpnęła go, za grzbiet i jednym ruchem otworzyła na niezapisanych jeszcze stronach. Wypadło z niego kilka postrzępionych fragmentów papieru.
- Co tu się stało?
Zapytała z niedowierzaniem, wskazując resztki opadające na podłogę.
- To mole!
Wrzasnął ciężko dysząc z przejęcia.
- Zjadły mi zakładkę, tą którą dostałem od ciebie.
Wyśmiewały się przy tym, że taka pyszna i aromatyczna.
Teraz buszują w biblioteczce. Chwaliły się, że mają w czym przebierać.
-Widziałem jak wdrapywały się na regały. Szyderczo uśmiechały się przy tym do siebie.
Zamyśliła się przez chwilę, wyobrażając sobie te małe pergaminowe głodomory.
- W tych czasach mole, niby skąd?
Przypomniała sobie.
No tak, na tym metalowym regale, gdzie oddaje się niepotrzebne książki. Musiały siedzieć w tej poniszczonej i pożółkłej z czarną okładką. Miała takie drobne prześwity w kilku miejscach.
- Teraz masz problem wycedził przez kratki.
Rajd nie pomoże to są stare przebiegłe robale.

Notatnik był młody, więc jego gramatura nie była w ich guście kulinarnym.
One wolały dojrzały zmurszały stary papier, z lekko wystającymi włóknami. Druk też nie był bez znaczenia. Litery miały swoją wartość. Świeży tusz nie był tej samej jakości, co dawniej.
Może współczesna chemia nie pomoże, ale wrócić do starych metod zawsze można.

Uśmiechnęła się do niego i wygładzał otwartą stronę ręką, w geście pocieszenia.

Galeria

Zamknięte od wewnątrz stare, drewniane ramy z odpadającą, popękaną miejscami farbą. Przysłonięte były czarnymi okiennicami. Z niewielkimi szczelinami spomiędzy, których przeciskały się cienkie wiązki światła oświetlające jej czarne zwężające się źrenice. Przybliżyła się do okna otwierając je na oścież.
Patrzyła teraz, przez niewielki otwór powstały po wyschniętym sęku.
Fragment niewielkiej przestrzeni skierowany był na drugą stronę ulicy. Wprost na dużą witrynę galerii sztuki. Spacerujący ludzie przechodzący tamtędy nie mają pojęcia o jej istnieniu. Przyglądała się mężczyźnie, którego uwagę przykuły dzieła z wystawy.
Skupiony, poruszał badawczo głową po każdym z tych, które można było tam kupić.
Drgnęła nerwowo na myśl, o swoim ulubionym obrazie z misiem. Był na nim prezent, opakowany w warstwę papieru przewiązany mocno sznurkiem, który dociskał się do jego ciała uwypuklając wyraźnie jego kształty. Pognieciony miejscami pakunek nadawał mu plastyczności. Sznurek w realistyczny sposób namalowany był przez malarza. Wiszący na nim bilecik wypisany został tekstem, którego nie mogła odczytać z tej odległości, ale kiedyś posłyszała rozmowę, ktoś na głos przeczytał. „Pozwól mi być''. Od tamtej pory wyobrażała sobie moment, w którym odwiązuje jutową linkę odwijając go delikatnie. To uczucie radości z otrzymanej drobiazgu wypełniało się ciepłem w jej ciele.
Nie była to niespodzianka, domyślała się, co jest w środku, ale nie do końca. Rąbek tajemnicy, to jest coś nieuchwytnego i nienamacalnego.
Wróciła myślami do mężczyzny. On skierował się do wejścia i otworzył drzwi znikając we wnętrzu galerii. Po chwili czyjeś ręce chwyciły jej ulubiony obraz. Wstrzymała oddech w nadziei, że jednak wróci na swoje miejsce. Gwałtowny przyspieszony rytm serca wprowadził fale niepokoju. To był przeszywający atak bezradności.
Nie. Tylko nie to!
Krzyknęła, ale nikt jej nie mógł usłyszeć. Z tłumiony dźwięk odbił się od zamokniętych szczelnie okiennic.

piątek, 20 stycznia 2017

Bączek


Kręci się kolorowy bączek
Napędzany metalową sprężyną
Wirując wszystkimi barwami tęczy
Ostrość się zaciera
Melanżowy zawrót głowy przybiera
Radość i zabawa
Z codzienności się wyłania
Smutki troski odsyła w zapomnienie
Znowu mała dłoń napędza
Szaleństwo wariata

Narodziny

Zaciśnięta maleńka pięść
Na matki palcu kotwiczy
Cichy płacz i walka ze światłem
Zamknięte powieki
Głaskane ciepłym oddechem
Powstające doznania
Samodzielnej egzystencji
Wciśnięte życie w usta otwarte
Podkulone nóżki
Do drogi jeszcze nie gotowe
Spokojnie leży na wyspie
Miękkiej poduszce z piersi
Wsłuchane w rytm znanego bicia serca
Po drugiej stronie suchego lądu


środa, 18 stycznia 2017

Fragment z notatnika

Dotknęła go lekko opuszkami palców.

Nie otwieraj mnie- zaskrzeczał notatnik.

Zajrzała pod okładkę, która była lekko zagięta i odsłoniła kawałek marginesu.

Dlaczego? Spytała, zaskoczona.

Lepiej nie zadawaj pytań.

Stało się coś o czym nie wiedziała. Zostawiła go na biurku w dobrym towarzystwie.
Taki mały odpoczynek, chwila wytchnienia. Gumka i ołówek i cała reszta przyborów, to przecież sama przyjemność. Wszyscy na swój sposób oryginalni. Każde z nich inne ma umiejętności. Szczególnie te szalone z kolorowymi rysikami- hipiski.
Nie chcesz mnie dzisiaj widzieć? Czuję się z tym dziwnie. Myślałam, że możemy powierzyć sobie wszystkie tajemnice. A ty zamykasz się na mnie.
Pióro czekało zanurzone w tuszu. Gotowe do łaskotania tych białych powierzchni. Zamarło w bezruchu przyglądając się tej całej sytuacji. Tusz wypuścił kilka bąbelków powietrza, coś chciał powiedzieć, ale mu nie wyszło.
Słowa ukoją Twoją następną pustą stronę. Pozwól mi cię pocieszyć. 
Zamknął się bardziej w sobie- dociskając kartki bliżej do siebie.
Wstydzę się. Szeptem powiedział szeleszcząc o krawędzie tekturowej okładki.
Znowu w przypływie emocji napisała ci coś, czego teraz możesz zmieścić na swoich kraciastych stronach?
Tak i nie pytaj więcej, bo litery w tym chaosie dostały niezłego amoku.
Zapadła przez chwilę cisza. Kałamarz burknął coś pod nosem.
Notatnik uniósł kilkanaście kartek i wypuścił powietrze.

Wzdychasz ciężko, no ja też bym nie chciała, żeby ona znowu to zrobiła. No ale wiesz, jak z tymi kredkami bywa. Lubią kolorować i opowiadać bajki i to całkiem dobre. Mają przy tym skłonności do przesady.












wtorek, 17 stycznia 2017

Droga


Dokąd go prowadzisz pustą drogą?
Co chcesz pokazać? Czego nauczyć?
Same pytania na usta się cisną
Nie nie spojrzy w tył nie zwątpi
Bosymi stopami kroczy
Wyznaczoną białą linią
Przed siebie patrzy
Nic w oddali nie widząc
Dziwi się w myślach
Malując na twarzy grymasy
Życie! Trzymasz go za rękę
Z wielką niewiadomą przed sobą
Gdzie zmierzasz z tą dziecięcą 
Naiwnością?

niedziela, 15 stycznia 2017

Kolce


Pokłułam palce róży kolcami
Nie ostatni raz
Krew w kropli się zatrzyma
Nie z samych płatków
Życie się składa
Chodzić bosymi stopami
Po ostrych jego krawędziach 
Też nie wypada
Czuję jej zapach wymieszany
Z wiatru cząsteczkami
Zielone zdradliwe
Pazurki drobne majaą liście
Kocham tą purpurę i aksamit
Nie zamieniła bym jej na nic

sobota, 14 stycznia 2017

Coraz mniej

Coraz mniej mnie 
Codziennie ubywa 
W gramach
Ciało się ulatnia
Myśli czarne
Zadają pytania 
Uciekam przed nimi
Energia umyka
Z każdym dniem
Dokąd tak się spieszę
Ona na mnie czeka 
Odbierze mi ostatnią łzę 
Przecierając policzek 
Kościstą dłonią 
Zamykając powieki
Ten ostatni oddech
 Należeć będzie do niej

środa, 11 stycznia 2017

Przez chwilę

Zielona była

Na stercie
Wyschniętych
Poskręcanych
Starych
Martwych
Podobnych
Do niej
Leży spokojnie
Owiewana mrozem
Przeszywa ją
Upływający czas
Nićmi do ziemi
Wspomnienie o
Stojącej w zielonej
Pięknej pachnącej sukience
Przyozdobiona w przeróżne
Mieniące się ozdoby
W świetle migotliwych
Światełek
Powoli odchodzi wspomnienie
Pozostawiając po niej
Rozsypany po podłodze
Zebrany na szufelce
Pęk igiełek

wtorek, 10 stycznia 2017

Zniszczenie


Wgniótł wdeptał wtarł
W ziemię część siebie
Nienawiść sięgnęła zenitu
Zdmuchnąć
Z powierzchni pola widzenia
Ten padający na niego cień
Zniszczyć wyparować ulotnić
Cel nie do spełnienia
Podrzeć pokreślić zamazać
Wszystko co żywe w pamięci
Żeby poczuć się dobrze
Samemu ze sobą

niedziela, 8 stycznia 2017

O nas


Wyrywam litery
Każdą po kolei
Podważając szpilką
Ich istnienie
Wszystko co robię
Nie ma znaczenia 
Umieram powoli
W twoich ramionach
Odejdę z cichym
Westchnieniem
Zapominając
O...

czwartek, 5 stycznia 2017

Kolekcja



Zbieram
Słoiki
Puszki
Kartoniki
Wkładam do nich marzenia
Skryte pragnienia
Wspomnienia
Uczucia nienazwane
Układam je alfabetycznie
Wyciągam je czasami
Nadając im formę wyrazu
I trochę przekazu

Taniec


Chciał zatańczyć ze mną
Więc wiruje w miejscu
Depcząc po jego stopach
A on tylko świszczy
W rytm wypływającej muzyki
Zakręciło mi się w głowie
Ręce łapią pustą przestrzeń
Zaraz się potknę o własne nogi
Wyląduję na parkiecie
Z moim partnerem powietrzem
Lekka jestem jak piórko
Nie dał rady mnie unieść

środa, 4 stycznia 2017

Widok z okna



Tańczyła sosna w białej szacie
Wymachując wiotkimi gałęziami
Czarno białą sroka siedzi na niej
Kołysząc się w rytm świszczącego wiatru
Drobinki śniegu błyszczą urokliwie
Konary otaczają puchowe imitacje kory
Zimna zieleń igieł przebijają się miejscami
Z pośród grubej warstwy tkaniny
Biała pani lśni swoimi wdziękami
Na tle niekończącej się krainy

wtorek, 3 stycznia 2017

Nic

Senność i nuda
Z radością
Na siłę się przeplata
Mijają tygodnie
I Nic
Czekam
Na wiosenny ożywczy łyk
Obudzę się
Z zimowego letargu
Nabiorę sił
Pobiegnę w końcu
Wyrwana
Z zimowego uścisku
W stronę ciepłych dni