piątek, 19 maja 2017

Dzień świra - Rozdwojenie

Odchyla się od normy
wraca do pionu
uskakuje w bok
goni cień

Szaleniec we mnie
a ja w nim

Dwie głowy
nie to jedna
On chce iść tam
a ja nie

ani ładu ani składu
zero porozumienia

Prosto
nie skręcamy

A może jedna w tył

Szajba na luzie
w końcu
 do przodu
równym krokiem idziemy
on ze mną a ja z nim

czwartek, 4 maja 2017

Otyłość




Proszę i czekam, 
męczę przy okazji człowieka.
Sumienie mu targam,
 zaglądam do garnka.
Palcem wady wytykam,
 ale to na nic, bo on ma farta.
Dalej się gulaszem objada.
Nic sobie ze mnie nie robi,
że mam dużo tłuszczu i jestem nic nie warta.
Nic go to nie obchodzi.
Trzęsę się jak galareta,
 a on wpycha następnego kotleta.
Z podbródka mu cieknie, wylewają się boki, 
ale on nie zarywa jeszcze podłogi.
Ledwo człapie i sapie odchodząc od stołu.
Wchodzi na wagę i drze papę.
Mam ja ciebie w nadwadze.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Bez jaj

Jajko z dużymi oczami, tupecikiem na środku glacy i noskiem z dwukropek.
Miało otwarte szeroko, roześmiane usta.
Zgrabne kształty ze spódniczką z trawy. Ręce krótkie, bez nóżek siedziało w świeczniku na stole. Przyglądało się otoczeniu, mlaszcząc oczami.
''Dziwnie, pusto, nikogo nie ma''- myślało przez dłuższą chwile, wspominając poprzedni poranek.
Widział talerze, widelce i noże. Zmasakrowane białe skorupy i sprężyste ciała, które znikały prawie w całości od samego rana.
Słyszał w pudełku w ciemnych i chłodnych warunkach, że będzie wesoło z barankiem w koszyczku. Wiadomości o malowaniu, farbowaniu rozchodziły z szeptem pod wieczkiem. Zajmą odświętne miejsca przy stole.
Ale nic z tego, nawet nie poczuł wrzącej wody, jakuzzi jak mówili, jajeczne spa.
Zamiast tego próbował sobie przypomnieć coś, zanim trafił na tą Wielkanocą ucztę.
Przebity szpilką i ogłuszony, nie zauważył, kiedy stał się wydmuszką.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Słodka


Orzesz orzeszko arachidowa!
Pachniesz sezamem i rodzynkami.
Podsypiesz innymi bakaliami.
Biała kostka to nie dla mnie. Tej całkiem ciemnej nie odmówię.
A ta pół na pół, może być na deser.
Słodka marcepanowa panna w czekoladzie, kusi swoim aromatem.
Przewracam oczami udaję, że jej smaku nie polecam.

Przegrałam walkę ze swoim łakomstwem.
Liczę przy tym kalorie. Od myślenia o diecie, w wyobraźni jestem wielkim słodkim cukierkiem.

Podpisana
Słodka dziurka

niedziela, 9 kwietnia 2017

Konik


Ruszył poruszony wiatrem,
z grzywa falującą w galopie
I ogonem radośnie uniesionym.
Napręża mięśnie, pochrapuje
wydychanym powietrzem.
Zielone łąki uginają się pod nim.

Pędzi w stukocie płozów,
 uderzając o drewnianą podłogę.
Mały konik na biegunach.

sobota, 8 kwietnia 2017

Upadek

Niebo upadło błogie
Zatoczyło krąg nieśmiertelności
Topiąc się w kałuży łez
Podnieść się nie może

Ugrzęzło po istnienia kres
Unosi mgliste powieki
Zamulone otwiera usta
Bulgocze donośnie w brudzie

Szaty z chmur spłowiałe
Pokrywa wilgotna ciecz
Nasiąka obciążone coraz bardziej
Wtapia się w ziemię zamilknie
Przyduszone kamieniem

środa, 5 kwietnia 2017

Koniec

Tracąc grunt pod nogami, chwieję się miarowo.
Oczy szklą mi się odbijając w tafli wody. Złudzenie mojej osoby rozbija mała fala uczuć. Krzywe zwierciadło załamuje się nad moim losem. Nie mam już nic, oprócz tych pochylonych powykręcanych nade mną gałęzi drzew. Głaszczą mnie po głowie, oschle, bezlistne. Łamią sobie kruche młode końcówki, na moich rudych płonących w słońcu włosach.

Blada twarz szuka skrawków uśmiechu, który kiedyś odnajdywała się na twarzy. Nic, pustka otwarta na przyszłość. Rozsypuje się na wietrze, każda drobinka ciała, to jeszcze nie popiół, ale jestem blisko. Pomału ulatuje ze mnie natchnienie. Nie odejdę z wiatrem, opadnę na ziemię.
Pogrzebana za życia.


Wiosna




Znowu ona ta nieposkromiona
Po tułaczce z zimowego
Wyciągnęła mnie snu
Tylko nie tu nie dziś może jutro

Nic obiecuj mi kwiatów w błękicie
Ani delikatnego kłótni kontrastu
Zostaw mnie w spokoju
W zadumie i zachwycie nad tobą

niedziela, 2 kwietnia 2017

Pejzaż

Dzięcioła stukot o konar drzew, rozległ się z echem po okolicy. Szum miasta na moment ucichł, zakłócony nową falą dźwięku. Kos siedział na gałązce, wątłych bezlistnych krzaków.  Ziewnął, przymrużając oczy, poprawiając swoja pozycję uniósł delikatnie i nastroszył piórka. Opadały na nim spokojnie go otulając. Wszystko wydawało się smutne i ponure. Dawna kolorystyka zanikła, a zima zasnęła gdzieś w niedźwiedziej noże.
Zmurszałe liście pokryte były miejscami czarnymi plamami ziemi. Pomału stawały się jej częścią.
Sarna przemknęła pomiędzy drzewami zostawiając po sobie ślady kopyt. Skały ostre i momentami gładkie podkreślały surowość klimatu. Jedynie mech, który je porastał grubą warstwą, tworzył zielony miękki koc. Rozbijając monotonny brązowy szkic, wymieszany z szarością odbijającego się w nim nieba.
Dwie brzozy powykręcane w nietypowy sposób. Stały blisko siebie tworząc ciekawą formę bliskości.
Tym razem nie było już grzybów, na starych pniach.

piątek, 31 marca 2017

Lala


Z rudzielca w blond się przemienia
Ze strachu w miejscu zamiera
Duch pająka ją nawiedza
Wymachuje krzywą nogą
Drugą wpycha jej do ucha

Ma ich jeszcze cztery
Co to za maniery
Bezbarwny mały potwór
Wciska się w każdy twarzy otwór
Dusi się wije kręci i krztusi

I już chyba ją udusi
Oczy wybałusza
Mała pajęcza dusza
Z niej nic nie uleci
Bo to plastikowa
Lalalala
Pośpiewuje sobie pod nosem
A jednak  dmuchana

czwartek, 30 marca 2017

Pająk


Pająk

Dupa, dupa odrobina perwersji!

Wrzeszczał pająk uciekając zza kulis kurtyny, kabaretowego występu.
Miał za duże na stopach lakierki. Szorował nimi człapiąc, i wlekąc nimi o podłogę, plątając sobie przy tym kończyny.
- Biedak
Pomyślała mucha, która obżerała się resztkami ze śmietnika.

Druga z gatunku westchnęła głośno.
- Połamie sobie nogi w tych buciorach. Nie uwije już żadnej nici.
W końcu padnie z głodu.

Pająk aż się zatoczył na te słowa w miejscu i upadł z trzaskiem łamanych patyków.

Poczuł na sobie odcisk podeszwy z napisem Nev But
Przechodzącego po nim mężczyzny.

Pozostała po nim tylko mokra palma.

niedziela, 26 marca 2017

Ducha stan


po głowie duch się tucze
biję się wazonem w czoło
zachodzi myśl w poprzek
mąką sypie sobie w oczy
na języku parchy skrobie

stare wyliniałe koty
z kurzu do uszu upycha
nie straszny w swoje okazałości
muchy paluchem zabija

wciąga smród ze starych skarpet
będzie miała afrodyzjak na pannę
trupim jadem spryskał klatkę
czyha w kącie na ofiarę

idzie dziewka młoda w halce
gorsetem dusi sobie talię
pantalony zwisają jej do kolon
potknęła się na drewnianej podłodze
o wystającą drzazgę

wpadła w urokliwa zasadzkę
nićmi pajęczymi opleciona
teraz będzie jego żoną
na kobiercu razem
przysięgali sobie dozgonność

piątek, 24 marca 2017

Oto ja - rysopis w skrócie


Wredna paskudna marudna i nudna
Pisząca kurzym pazurem
Patrzyła zerkając na sprawę
Jednym okiem
Drugie latało rozedrgane
Goniąc po pokoju muchę
Włosy przegarniała
Krzywymi paluchami
Szczęka sztuczna wyskakiwała jej z gęby
Zapluwając wszystko dookoła
W tych palmach z resztkami
Z obiadu przecierały się brudne litery
Do tego Kleksy esy floresy klirensy
Sztuczne rzęsy i paznokcie
Po zakropieniu cieczą z nosa po kichnięciu
Wytarła resztki w rękaw
Pociągnęła głośno nosem
Utworzyły się nagle gnijące myśli
Na tym już kończę
Przyglądając się własnej osobie.
Zebrało mi się na wymioty
Więc kończę te mamroty

czwartek, 23 marca 2017

Humor


Z barku humoru
Wgryzłam się w papier
Trzymałam tak przez chwilę
A na marginesie napis kupa
Tfu, splunęłam tymi resztkami
Do lustra się uśmiecham
A na zębach litery utworzyły słowo
Dupa

Dziadkowi

na suficie serca
duże czerwone
namalowane farbą
plakatową

patrzył na nie codziennie
leżąc na łóżku
stary malarz pokojowy


ulatywały do nich
wspomnienia o żonie
pisał do niej życia kolorami
wersy skromne

pozostało po nim coś jeszcze
jego cząstka we mnie



Węgle


Ścierały się między sobą,
dwa czarne węgle.
W nadziei,
że jeden drugiego wybieli.

Zapadła ciemność, a one pozostały
nadal takie same. 
Niewidoczne dla siebie,
zamieniły się w diamenty.

środa, 22 marca 2017

.

Po pióro już nie sięgnę,
utopiłam je w atramencie.
Zniszczone, przysycha do papieru.
To już koniec.

Na wieczne weny wołanie,
spragnionej myśli wyrażania.
Zabraknie,
kropki jednej na końcu zdania



wtorek, 21 marca 2017

Dotyk


Podotykam tylko, lekko przesuwając dłoń po gładkiej powierzchni. Nie bój się, nie zrobię Ci krzywdy, to niewinne tylko miejsce, takie schowane i czyste. Nie opieraj się, zrobię to powoli, nie marszcz się tak, bo brzydko wyglądasz. No jeszcze tylko chwilę, pozwól mi. 
Nie mam już cierpliwości dłużej czekać. Muszę wymazać do końca gumką, ten podpis ołówkiem na dole strony, a ty przestań buntować litery. Kartko

Ławka

siedzę w ławce
jak mysz kościelna
pochylam głowę w imię ojca
podnosząc rękę do czoła

zwątpiłam

mnie stworzył mężczyzna
ludzka postać
taka inna wersja miłości
niż księga która tak głosi

jest gorszy od tego w niebie
on bije do nieprzytomności
rachując przy tym kości
tracąc nad sobą panowanie

odwracam się
widzę go stoi spokojnie
w kolejce do rozgrzeszenia
kto mnie przed nim obroni

jestem tylko bezbronnym dzieckiem
wybaczam ci Ojcze
skłamałam

poniedziałek, 20 marca 2017

Kukiełka

Zadany ostatni cios.
Marionetka, drewniana kukiełka,
nic nie czuje.
Upadła odbijając się od ściany.
Zarysowana na jej gładkie twarzy
kreska,
I ten namalowany niemy wyraz ust.
Z utkwionym wzrokiem,
w jeden zastygający punkt.

Banalnie prosta postać.
Z zawiasami pomiędzy palcami.
Bezwładnie leży zaplatana,
w nitki, które kiedyś nadawały
jej rytm bicia serca.
Pozostawiając po sobie cichy szmer.



niedziela, 19 marca 2017

Żelazko

Wyprostuję ci myśli,
gorącym żelazkiem.
Tym z duszą,
do piekła zejdę po schodach.
Garścią otwartą nabiorę, tlące się
do czerwoności węgle.

Poczuję jak to boli.
Wtapiać się będą w skórę i mięśnie.
Muszę się pospieszyć, zanim spalą kości.
Resztkami sił, obezwładnianej dłoni,
Wrzucę je do wnętrza i zamknę.

Pierwszy dotyk i syk.
Zaczyna się topić, ta pierwsza,
Najbardziej pognieciona
kartka papieru.
A na niej słowa, które kiedyś do mnie napisałaś.
Po chwili, już ich nie ma.






sobota, 18 marca 2017

Spowiedź


Znowu kłamię

Spowiadając się
przed papierowym
konfesjonałem
Za kratkami jest ta osoba
Nieuduchowiona
Obca

Tym bardziej przychodzi mi to łatwiej
Wymyślam i oszukuję
Że mój dziad był zbójem
Maka kradła jaja kurom
Ojciec zginą pod drewnianym wozem
A ja mam w kieszeni kilka ziaren
Obliczam na nich
Matematyczne zadania

Ile jest prawdy w kłamstwie?

środa, 15 marca 2017

Klik

Nie ma mnie.
Zniknęłam z jednym tylko
kliknięciem.
Wystarczyło zerwać kontakt,
nie ze ściany razem z wtyczką.
Zrobiłam to za pomocą guzika,
takiego jednego pstryczka.
 Klik

Dobrze mi z tym, bo znikam kiedy chcę.
O zdanie nikogo nie pytam.
Nikt ani nic mnie nie ogranicza.
Nie podoba się to komuś?
Taka jest sieć powiązań.
Dzisiaj ja, jutro ty.
Nie ma domysłów, ani rozczarowań.
To nie przyjaźń.


Absurd 2





Trzeźwy chłop
miał pijaną na poważnie minę
Zataczał się co krok
Nadal stojąc na jednej nodze
poprawiał myśli na głowie

Słońce wyszło w nocy
Rzuciło w niego promieniami
A że on nie był wampir
Zalał się alkoholowymi łzami

Może gdyby księżyc byłby cięższy
Przygniótł by go do ziemi
Kończąc jego uniesienia w nocnej ciemni
Ale zamiast tego dostał gwiazdkę z nieba

sobota, 11 marca 2017

Muzo


Mam tę moc!

Zniszczenia, zwodzenia,
Zamykania, zaśmiecania.
Twoich myśli nowymi
pomysłami, dobrymi, twórczymi,
wzniosłymi czynami.

Na szalkach wrażliwości
Wszystko się waży.
Odmierza, liczy, zapisuje,
Analizuje i próbuję być
Przy tobie w nienagannej formie
Poezjo

Organy


Moje organy wewnętrzne

Serce na bębnie rytm wybija
Wątroba na wiolonczeli zgrzyta
Nerkom struna się zerwała
Jelita z flety szukają wyjścia
Płuca na puzonie wydmuchują tony
Żołądek na starych garach gra
Marne utwory

Dyrygenta na pomoc wołam
A on chwyta się za głowę
Kapela strasznie nie zdolna
Zabija mnie od środka
Ta zgrzytów fałszywych fali dźwięków
Rozpada się zespół a ja upadam

O nie ja tak dłużnej już nie pociągnę
Z takim wewnętrznym niskim tonem
Znowu muszę na inne nuty przeskoczyć
Kupię dla mnich wzmacniacz w postaci miłości
Upijam je tym letargiem i wszystko gra jak dawniej

piątek, 10 marca 2017

!0 marca

Panie praktyczny
Kilka rzeczy do torby
wrzucę ci
Spojrzysz na mnie zdziwiony
Bo to dzień mężczyzny
W prezenty nie będę bawić się
Kilka starych śrubokrętów
Będziesz mógł robić więcej przekrętów
Dokręcać i odkręcać śrubki
Żyć jak chcesz
Nie powiem więcej nic
Samych dobrych życząc ci dni



czwartek, 9 marca 2017

Śmiech


Co ostano brałaś, że tak długo się śmiejesz?
Kilka głębszych oddechów.

Łapcie wiec głęboko powietrze. :)

środa, 8 marca 2017

Pogoda


Miękki, powabny, delikatny,
Zarys rzucanego cienia,
ulotnego obłoku.
Ugina się, rozmywa,
jest tylko plamą dla oka.
Lekka jego powłoka,
niestabilna, wiotka.
Za marzeniami się chowa,
subtelna postać kobiety.

Szuka podpory, w ciężkich kroplach.
W burzy zmysłowej sile.
Mocy piorunów, pełnych energii.
Czy to w oczach mężczyzny jest siła?
A może w jego słowach.
Sprawdzić, to tylko mogą.
Przepływające fronty powietrza.

Razem tworząc pogodę życia.

poniedziałek, 6 marca 2017

Nie prawda

Zajęte obie ręce
Przebierają słowa.
Obrywają im litery,
kreślą, plamią, wykręcają.

Powyrywane z kontekstu informacji
Nie mogą się odnaleźć.
Zagubione kuleją, pełzną
Skulone do ust wpychane.

Toczą się gryzione i przeżuwane.
Wstępnie trawione,
na umysłu pożywkę oddane.
Przetwarzane w krzywym zwierciadle fakty.

Wylewają się z głosem
z odbiorników.
Zwanymi radiem i telewizorem.
Medialna papka, już jest podana.

Pożywka dla szarego tłumu.
Wierzyć muszą, bo innych obrazów 
Nie znają.
Prawda jest niesmaczna.