czwartek, 29 grudnia 2016

...


Wyglądem kości słoniowej
Prześwitująca
Chodząca o trzech nogach
Z jedną tylko różnicą
Używa jej końca
Do koszenia ludzkiego życia
Czerń była jej przykrywką
Tańczyła z losem Walca
Pakt zawierała z aniołami
Kiedy wybijała ostania godzina
Wszystko na swojej drodze łamała
Obietnice na lepsze jutro
Szczęście kwitnące i uśmiechy radosne
Zagrabia dla siebie pozostawiając
Pustkę żal i cierpienie

środa, 28 grudnia 2016

Po


Wnętrze napiętnowane
Duchem po przodkach
Wydziera się ze środka
Nie zna litości ani smutku
Chce się wydostać
Nie ma hamulców
Pędzi sam ciągnąc
Czas wspomnień za sobą
Udręka narasta
Z każdym słowem
Rozdarty schemat
W skrawki się zamienia
Nie ma na to sposobu
Natchnienie to łachudra
Nigdy się nie zmienia

wtorek, 27 grudnia 2016

Przerwana przyjaźń

Czekałam w oknie za zasłoną
Wtapiając się w wolną przestrzeń
Patrzyłam szklistymi oczami
Szukając
Po drugiej stronie ciebie
Drzewa poruszane wiatrem
Zdradzały twoja obecność
Byłeś nieuchwytnym
Szarym dymem
Unoszącym się lekko nad ziemią
Światło odbite od cienkiej
Bezbarwnej tafli
Ukrywało mnie za nią
Nigdy się już nie spotkamy
Nasz czas minął
Szybę krople umyją
Pozostawiając tylko
Smugi wspomnień

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Grzybki poza obiektywem


Marazm mnie ogarnia. Na wyświetlaczu pojawił się komunikat - Bateria wyczerpana. Rozglądam się, bo nie mam już na czym zapisać tego, co widzę. Aparat zdechł.
Mech bujnie rozrasta się na skałach, a stare zmurszałe liście, są coraz ciemniejsze. Stają się cząstkami ziemi. Przemija z każda chwilą życie, ale rodzi się nowe. Widzę te maleńkie grzybki na starym pniu.
Urocze pomarańczowe rosną w cieple grudniowego dnia w swoim tempie. To nie gwarantuje im szczęśliwego końca. Mróz z zaskoczenia przychodzi gwałtownie i zatrzymuje je w czasie. Przerywając ich cykl wzrostu. Gdyby wiedziała, że to nie ten czas, czy by rosły pomimo przeciwności pogodowych?

niedziela, 25 grudnia 2016

Świąteczny poranek


Obudziłam się rano z sianem na głowie.
Myśli zamiast płynąć to się łamią i uginają.
Rozglądam się po pokoju, zamiast łóżka mam zimną posadzkę.
Osiołek stoi tyłem do mnie, machając ogonem. Na sobie mam tylko białą długą koszulę. Owca zabeczała mi do ucha bee, bee, bee.
Nie wiem o co chodzi? Jestem w stajni. Krowa przeżuwa kręcąc mordą. Nikogo więcej nie ma. Podnoszę się zziębnięta, bo siano zjadły z mojego posłania zwierzęta. Gdzie gwiazdkowy klimat? Chciałam tylko podzielić się opłatkiem z mówiącymi zwierzętami. Zamiast tego wylądowałam, razem z nimi pomiędzy żłobami.

sobota, 24 grudnia 2016

Bigos


Ratunku! Alarm!
Bigos się przypala
Dym unosi się wysoko
Nic nie widać
Chmura spalenizny i pary
Po kuchni latają
Najważniejszą Świąteczną potrawę
Czarny węgiel strawił

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Litery

Ołówek zawył z bólu
Trafił na literową grudę
Dłoń zacisnęła się mocniej
Musisz być twardy, a nie miękki
Nie czas na sentymenty
Litera poszkodowana
Wrzeszczy ała, ała, ała
Dziura powstała w O
Teraz to już tylko C
Po niej pozostanie
Syczy na przodzie słowa
S i woła E na pomoc
Rrrrr... Nadciąga z warkotem
C wpycha do szeregu z powrotem
E jednak coś z tego będzie
Jedno napisane SERCE


sobota, 10 grudnia 2016

Serce

Spływające ze skał drobne stróżki wody zamarzając, tworzyły opływowe załamania gęstych fal na wzburzonym morzu. Ogromne sople zwisały, odstając od ściany. Szara postać była wtopiona w ten krajobraz. Pod szczytem opływającej lodem góry, krystaliczne ślepia w świetle promieni słońca zdradzały jej obecność. Długi nos ociekał drobnymi kropelkami, były to łzy. A może powolne uwalnianie się z tej siły, która ją tam dawno temu uwięziła. Pojedyncze kępy suchych źdźbeł trawy poruszane były rytmem wiejącego wiatru.

Ivar stał ze swoim zastygłym uśmiechem. Przyglądał się liściom oszronionym na końcówkach. Tworzących drobną powłokę małych igiełkowych pasków na śniegu. Mocnym uderzeniem szklaną laską o brzeg wywołał wojnę lodu, z niespokojną tonią jeziora. Płaskie bezbarwne ostro zakończone pazury połączone z kamykami wychodziły, unosząc się powyżej poziomu wody. Chwytały jej cząsteczki i łapały w swoje sidła. Zastygała połączona z nimi w rozległe kry.

Nie był stary ani młody, twarz miał o łagodnych rysach. Ivar przenikliwym spojrzeniem przykuwał swoją uwagę. Pod grubą czapą z borsuka naciągniętą na czoło, wystawały kosmki ciemnych włosów. Odziany był w skóry pozszywane z różnych kawałków.
Pochylił się wypościł z ręki małe kule śniegu. Rosły, pęczniały, pojawiały się pierwsze wypukłości. Wystawały z nich długie chude ramiona. Nogi miały krótkie, masywne, przebierały nimi szurając po skrzypiącym śniegu. Brzuchy przechylały je do przodu. Głowy miały na krótkich szyjach.
Kulkowce, bo tak się nazywały, bawiły się teraz tarzając w śniegu. Zagwizdał przerywając harce spojrzały na niego. Przywołane sygnałem do zbiórki, przyczłapały, ociągając się zajęte przepychaniem pomiędzy sobą , „Spokój”- zasyczał.
Wiedźmy, serce topnieje- pomyślał. Spojrzał na cały zarys otwierającej przestrzeni, która ukazała cień czegoś na kształt wspomnianego organu. Drgało pobudzone do życia w agonistycznym transie. Ubywało go coraz bardziej.

Uniósł wysoko ręce, to co między nimi wisiało rzucało blask na najbliższe otoczenie. Kulkowce mrużyły gałki osłaniając je łapkami. Zaglądały przez pryzmat szklistych paluchów. Potoczył tą energię w ich białe brzuchy. Wiły, piszczały ogłuszając mężczyznę. Pochylił ręce do przodu dotykając zmarzliny, zaczęła ukazywać warstwę ziemi z porośniętą na niej roślinnością. Dźwięk pękającego lodu rozszedł się docierając do skał. Masa mieszana z podłożem jasnych wcześniej stworów nie przypominała czystych i przyjemnych w niczym Kulkowców.
Wyrosły z tej brei. Stały przed nim ogromne, ociekające błotem istoty. Z resztek, które z nich spadły zaraz po dotknięciu podłoża wyskakiwały dziwne małe z wystającym zębami i dużymi uszami szczuropodobne zwierzęta.
Sierść z korzeni trawy, była umorusana biało czarną mazią. Zwisały tworząc opadajcie do ziemi dredy. Drobne sopelki, za każdym ich ruchem wydawały, lekki ulatujący z podmuchem wiatru dźwięk. Lodowate ich ciała przepełnione zimnem, zdolnym zamrozić wszystko czego dotkną.

Przez chwilę zawahał się wyciągając dłoń. Ostatnia kropla, która spadała mu na palce była z serca wiedźmy. Ta nic pozornie nie znacząca cząsteczka była wszystkim czego on chciał.
Ona odrywając się uwolniona od skały, osunęła się na ziemię bezwładnie leżąc. Nie wykazywała oznak ruchu. Pustka, którą miała w sobie nie mogła przywrócić ją do życia. Podszedł do niej i spojrzał na kobiecą twarz. Przerażenie malowało się na jasnej karnacji. Przezroczysta skóra od zimna pokrywała się drobinkami szronu. Wsunął rękę pod starą i spłowiałą suknię. Dotknął skostniałego ciała. Kropla z jego dłoni zamieniając się w sztylet przeszyła skórę. Czerwona poświata buchnęła gorącym ciepłem. Cofnął się od niej. Wiła się teraz, w miejscu nabierając koloru naturalnego ciała. Blado-różowe usta zaczęły drgać. Otworzyła szeroko powieki, chwyciła głęboki oddech.
Czarne małe paskudy kręciły się blisko ujadając donośnie. Duże potwory stały w dużej odległości.
Chwycił wiedźmę za ramiona. „Wstań zanim zaczniesz marznąć”. Uniosła się powoli ledwo utrzymując się na nogach. Okrył ją swoim płaczem.

-Znowu się spotykamy- wyszeptała niepewnym głosem.

-Tak - odpowiedział jakby z nutą radości w głosie.

-Dlaczego po mnie wróciłeś? wykrztusiła łapiąc szybko powietrze.

-Byłam już taka bliska końca.

-Nie było już dla mnie... nie dokończyła wypowiedzieć tych słów, bo jeden z małych stworów rzucił się w szale na drugiego i ugryzł go w szyje. To był śmiertelny cios żelaznego zimna.
Jakaś inna moc przechwyciła te stworzenia. Skały zaczęły pękać, wszystko wirowało porywając cały leżący śnieg. Ivar chwycił Agnes za przedramię szarpnął ją pociągając za sobą.
Uciekali na wzniesienie, gdzie rosły drzewa. Tworzyły zaporę przed złymi mocami, które nie mogły się tam za nimi wedrzeć.
-Wracają zaklęcia, które kiedyś rzuciłaś w myślach nie wypowiadając ich na głos. Złe i wściekłe wywołały tornado. Gradowe wyładowania szalały wewnątrz ogromnego leja.

-”Teraz musimy przed nim uciekać” krzyknęła potykając się o wystający korzeń.

-Musisz się zatrzymać i to skończyć. Zanim pochłonie nas na skraju lasu. Zatrzymała się odpychając jego od siebie.

-Uciekaj! Muszę zostać sama.
Ogromny wir szarej gęstej mgły wciągnął ją do swojego wnętrza. Kocioł czystego szaleństwa buzował w jednym kierunku. Leciały iskry i wylatywały jęzory płomieni. Ostateczny trzask kości zakończył tą batalię.
Spadła z dużej wysokości na wydmę, która była lekka jak puch. Uniosła się po raz ostatni rozbita przez jej spadające ciało. Podniosła się o własnych siłach. Rozgarnęła kijem, który leżał w pobliżu. Nakreśliła ósemkę na tym wzniesieni. Symbol nieskończoności. Wszystko co pomyślisz kiedyś do Ciebie wróci. Powiedziała; „Żadna magia przed tym nie chroni” Spojrzała w stronę lasu Ivar już na nią czekał.







Pisanie z filozofem

- Głupoty!
  - Nie to myśli, a to nie głupoty do póki są szczere.
- Myśli nie mają zębów, ani jadowitego jadu, ale pieką i kąsają.
  - To nie myśli, lecz słowa.
- Rozkładają ciało, komórka po komórce. Pożerają je.
  - Myśl jest i już. Nie oceniana, nieokiełznana, dzika i prawdziwa.
-Nie może być stłamszona, przez doświadczenia i uprzedzenie.
  - I nie jest
- Zdominowana, zaszufladkowana, narzucona i przymuszona.
- Zniewolona.
  - Myśli, nie są stłamszone, zawsze są wolne, dopóki człowiek ich nie wyjmie na światło dzienne (w mowie, piśmie czy rzeczy artystycznej), a my ją cedzimy przez nasze sito moralności. Uprzejmości i przez to co nami kieruje, w zależności od osoby, miejsca i czasu. To nas kształtuje, tym jesteśmy.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 7 grudnia 2016

Pisząc

Pisząc masz mnie na dłoni
Dotykasz pomimo woli
Zaciskając pięść szydzisz
To bardzo boli
Otwierasz i zerkasz
Jestem nadal
Bez cienia zwątpienia
Wyrzuć mnie z pamięci
Zapomnij
Byłam tylko życia
Niewielkim oddechem
Beż żalu i krzywdy
Tak dla mnie będzie lepiej

wtorek, 6 grudnia 2016

Kubeł

Wylany kubeł wody na głowę
Przysłonił mi widok uroczy
Ociekam cudzą prawdą o sobie
Ta kałuża w której właśnie stoję
To była dobra od życia lekcja
Gdzie ten ulotny nastrój
Topię się teraz
Unosząc wysoko wzrok
Może ktoś kiedyś poda mi dłoń
Lepiej już nie czekać opadnę na dno
Wyschnę z nadejściem ciepłych dni
Żalu wstrętu i nienawiści
Już nigdy nie odczuję ze strony innych
Pogoda nie będzie mieć już znaczenia