wtorek, 22 listopada 2016

Mróz


  Słońce odsłoniło wszystkie kryjówki cieni. Wyraźnie można zobaczyć, za którymi drzewami się kryją. Takie duchy nierozłączne, widzialne tylko w promieniach światła.

- Gdzie jest aparat? pomyślała.

  Ubierała buta prawie upadając, wciskając go stojąc na jednej nodze. Nerwowo zerkała, gdzie go zostawiła. Każda sekunda na szukanie to strata czasu. Widok za oknem przyciągał ją silniej niż magnez. Niebo było wyjątkowo niebieskie. Odcienie błękitu były na pograniczu kobaltu. Śnieg kontrastował z wystającymi bezpośrednio z niego konarami drzew. Po założeniu butów szybko założyła kurtkę. Poczuła, że w kieszeni jest coś ciężkiego - był tam aparat którego szukała. Westchnęła z ulgą i wybiegła z domu.
  Zaspy były po kolna, ale nie była pierwsza, która już nimi podążała, o tyle było łatwiej. Pomimo to chwiejnym krokiem ruszyła w stronę ogrodów. Miała wyznaczone miejsca, które uwieczniała, każdego dnia w pamięci aparatu. Trasa była już tak wydeptana. Przyjemnie było podążać prawie równą powierzchnią.       
  Dzień wcześniej musiała skakać jak zając po zaspach, przedzierając się przez wysokie zaspy.
Znajome miejsca teraz tak pobielone. Gruba warstwa przykrywała gałęzie. Nigdy wcześniej nie widziała takiej ilości śniegu. Leżał tak naturalnie, idealnie dopasowany tworzył rodzaj powłoki, która odcinała się mocnymi akcentami od siebie. Świeże czyste powietrze, z unoszącą się nutą wilgoci, było takie przyjemne. Wszystko razem oddawało czystość śnieżno - białego i krystalicznego puchu.
Minęła kilka dużych dębów rosnących na niewielki wzniesieniu w skupisku. Z daleka, tworzyły gigantyczne drzewo z wieloma koronami. Patrzyła przed siebie, bardzo wysoka sosna była oblepiona śniegiem do granic jej możliwości i ta zimna zieleń z igłami przebijała się z pod tej warstwy na tle przestworzy. Nie spuszczała z niej wzroku zauroczona tym widokiem, szła w jej stronę. Usłyszała trzask łamiącego się drewna, z samego prawie szczytu osunęła się z lawiną białego ciężaru w dół. Potrącają na niższych warstwach wystające konary. Mało brakowało, bo podchodząc bliżej zobaczyła grubą, potężną cześć drzewa leżąco na środku ścieżki. Wrażenie było niesamowite, kaskada bieli i ta siła upadku. Efekty specjalne od matki natury- niepowtarzalne. Zapach żywicy rozchodził się intensywnie w powietrzu. Nie lubiła tego zapachu w nadmiarze, ale nie przeszkadzało jej to teraz tak bardzo. Spojrzała na swój żółty aparat i uśmiechnęła się do niego. Duma i zadowolenia, łapała ulotne chwile.
  Spojrzała w górę na pozostałe drzewa. Trochę ją to zaniepokoiło. Z drugiej strony, nie codziennie łamią się gałęzie w jej obecności.
Przeszła w dół w stronę wody. Schody były mocno oblodzone, wystawały z nich kolorowe zamarznięte do połowy liście. Popękane miejscami grudy lodu, przebijały ostanie tchnienie jesieni. Poślizgnęła się na pierwszym stopniu, wywracając się prawie w tył. W ostatniej chwili chwyciła się metalowej balustrady. Zaklęła pod nosem i stanęła na chwilę w miejscu, skupiając się na następnych krokach. Przeszła kilka stopni w dół nie trzymając się już niczego. Ustępowała miejsca postaci, która ją mijała. Kątem oka zauważyła kawałek czarnego do kolan płaszcza. W tym samym momencie poczuła dziwne przenikanie. Połową ciała odebrała wrażenie dotyku, ale to nie było fizyczne doznanie. Coś ją szturchnęło jakaś niewidzialna siła.

Co to było? - pomyślała.

Na następnym stopniu zatrzymała się, bo to przywołało wspomnienie. Niewidzialna energia miała ją w swoich objęciach. Chciała ją do siebie przyciągnąć,a może bardziej przeniknąć?
To było już dawno temu, ścisnęła w ręce mocniej aparat. Był bardzo zimny, tak jak jej już mocno wychłodzona dłoń. Metal nie ułatwiał ogrzania jej palców, mróz szczypał ich końcówki. Ruszyła do przodu i czym była bliżej zejścia niżej tym bardziej coś ją hamowało. Przeczucie "nie idź tam"- dudniło w jej głowie. Była na wysokości przystani. Łodzie stały na metalowych konstrukcjach przykryte plandekami, zabezpieczone na czas zimy.
  Nagle kos odleciał z gałęzi przeraźliwie skrzecząc. Przeszył ją chłód, jak by uderzenie lodem. Przeniknął ją gwałtownie i nie mogła się ruszyć zastygając w miejscu - zdrętwiała. Para wydychanego powietrza utworzyła małą poświatę przez, którą zobaczyła cienie. Miały dziwne kształty, nie przypominały drzew, to było coś innego. Zbliżały się do niej. Czym były bliżej, tym bardziej się materializowały. Czarne postacie wychudłe krążyły dookoła niej. Wodziła za nimi wzrokiem. Szeptały; "on przyjdzie, będzie chciał dotknąć twoich myśli. Nie pozwól mu na to, bo będziecie połączeni niewidzialną nicią".

- Kto przyjdzie? pomyślała 
To pytanie pozostało bez odpowiedzi.
  W tedy pojawił się on, w długim czarnym płaszczu. Miał cylinder na głowie i długie do ramion włosy. Były posypane drobnymi paskami szronu. Twarz była niewyraźna, raczej blada, ale oczy błyszczały jak sople lodu w świetle promieni słonecznych. Chwycił jednego stwora i ścisnął białym światłem tworząc kulę śnieżną, którą wbił w miejsce na kształt głowy. Ciemna postać rozsypała się drobnymi cząsteczkami o ziemię. W kilku szybkich obrotach, zrobił to samo z pozostałymi. Przenikliwe zimno zaczęło ustępować. Spojrzał na nią i skinął głową w dół. Poczuła przy swoim uchu jego ciepłe wargi. Gorące powietrze spływające na nią z jego słowami. Nie pamięta, co w tedy powiedział, bo wbijały się metalicznie jak tysiące ukłuć w jej głowie wywołując ból. Ciepło zanikało i zrozumiała, że się oddala. Wszystko ustąpiło, mogła się poruszać. Odwróciła się za nim i zrobiła kilka zdjęć. Co migawka uchwyciła to się dopiero okaże w ciemnej pracowni domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz