niedziela, 6 listopada 2016

Śnieżna przygoda ogoniastego

Szarość wymieszana z białymi płatkami śniegu, kołysała się w delikatnym tańcu blisko nad powierzchnią gruntu. Puchowa lekka kołderka przykrywała ziemię. Mrówczy kopiec wyglądał jak idealnie równa górka. Przypominał teraz bardziej wulkan, który na wiosnę wybuchnie z życiem w postaci swoich małych obywateli.
Krajobraz zmieniał się z każda chwilą. Gruba warstwa pokryła już stare liście. Skaliste urwiska wypiętrzyły się teraz bardziej z pomiędzy nagich drzew, tworząc nowy bardziej wyraźny krajobraz. Potężne sosny na swoich igłach utrzymują delikatne gwiazdeczki.
Ciepłe buty i rzeczy były już przygotowane.
Tego poranka chłopiec nie spodziewał się takiej ilości śniegu. Szczur wyszedł ze swojego drewnianego domku zaspany. Przeciągnął się leniwie, wyciągając przednie łapki do przodu. Otworzył szeroko pyszczek, który pokazał jego cztery żółtawe zęby i ziewnął przymykając oczy.
Ogoniasty chodź zobacz! Krzyknął i z radości podskoczył w miejscu. Chwycił zwierzątko i podszedł z nim do okna. Ogoniasty pierwszy raz w życiu zobaczył świat pokryty cały prawie jednolitą barwą. Kontrastowały z nim tylko czarno brunatne drzewa, oraz drewniany płot stojący w oddali. Patrzył swoimi bystrymi błyszczącymi koralikami. Jego wąsy poruszały się szybciej niż zwykle. Był zachwycony tą nowa zmianą. Szyba dzieliła ich od poczucia zimna na skórze, tego czystego białe szaleństwa. Chłopiec rozmarzył się wspominając poprzednią zimę. Było bardzo dużo śniegu, pod górkami leżały zaspy. Przedzierał się po nich, żeby na plastikowy worku po nawozach wypchanym słomą, albo sianem jeździć, po wyślizganej spadzistej powierzchni.
Nie miał rodzeństwa, ale pomysłów mu nie brakowało. Nigdy się nie nudził w swoim towarzystwie i psów. Było zawsze bardzo ciekawie.
Ogoniasty znudził się staniem w jednym miejscu; zapiszczał. Spojrzał na niego z uśmiechem. Jeszcze przed nami nie jedna przygoda. Zobaczysz musimy ci tylko jakieś mini ubranko znaleźć. Położył go na kanapie, a on zeskoczył, pobiegł do swoich kryjówek. Komoda z bielizną była idealnym miejscem na odpoczynek, ale nie tym razem. Wskoczył do jednej uchylonej szuflady. Pogrzebał łapkami w skarpetkach i wsunął się do jednej wełnianej. Miała już dziurę w miejscu palca. Przegryzł ją bardziej, wsadził do niej głowę.
Szamotał się przez chwilę, nie mógł się w niej za bardzo poruszać. Chłopiec wysunął bardziej szufladę i go wyciągnął. Pomogę ci z tym ubrankiem, wytniemy dziury na łapki. Wyglądał zabawnie, ale przynajmniej miał dodatkową ochronę przed zimnem.
Będziesz siedział przy mojej szyi pod szalikiem i możemy pozjeżdżać na worku razem. Stanął na dwóch łapkach. Czekał, aż chłopiec się ubierze.
Zanim wyszli skubnął kilka ziarenek, które leżały rozsypane na podłodze.
Kiedy wyszli z domu, pierwsze płatki śniegu spadły ogoniastemu na nos. Zlizywał je językiem. Następne spadały mu na głowę, a on mrużył oczy dotykane zimnymi cząsteczkami. Oddychał teraz tym rześkim powietrzem. Ciągnęli za sobą worek pulchny jeszcze, nie ubity od ciężaru siedzącego na nim właściciela. Psy zostały w domu, ogoniasty musiał być teraz bardzo ostrożny. Sam był szaro biały i mógł się łatwo na tym jednolitym szlaku zgubić. Przeszli spory kawałek mijając domy, w tym starą kuźnię z której dochodziły często dźwięki wykuwanego metalu. Kowal podkuwał konie, które stały spokojnie czekając na zmianę szczęśliwych podkówek. W strumieniu, który przepływał wzdłuż asfaltowej ulicy woda przelewała się pomiędzy kamieniami i starymi psującymi się liśćmi. Na zboczach wystawały jeszcze końcówki wysokiej zielonej trawy.
Następnym razem pójdziemy nad staw. Może będzie już pokryty lodem. Spojrzał na szczurka, był teraz pochłonięty obserwowaniem każdego szczegółu, który widział.
Jeszcze tylko przejdą przez pole. Muszą być ostrożni, żeby się nie potknąć na kopcach kretów, które były słabo widoczne.
Udało im się dotrzeć na szczyt dosyć stromej górki. To idealne miejsce do tego typu zabawy. To będzie niesamowita chwila. Obok normalnego zjazdu była ubita skarpa z ziemi, przygotowana do skoków na nartach. Ruszyli odpychając się nogami. Worek szybko nabierał prędkości. Chłopiec trzymał sznurek mocno i w momencie wjechania na maleńki stok. Zahaczył się o wystającą grudę w ziemi i utknął. Chłopiec z ogoniastym polecieli dalej spadając w dół. Rozdzielili się w powietrzu, chłopiec spadł po zboczu i się pokulał, oblepiając śniegiem, a szczur z impetem wpadł w głęboką zaspę. Chłopiec usiadł i ścierał z twarzy resztki topniejącej białej warstwy. Dotknął tego miejsca, w którym był jego mały przyjaciel. Rozglądał się niecierpliwie. Zaczął go wołać, bez odzewu. Nic się nie poruszyło, ślady były mało widoczne. Jedno mocne wgłębienie wskazywało, że może to tam. Podbiegł do niego i go zobaczył. Trząsł się z zimna z wąsami osypanymi płatkami białego puchu. Daleko poleciałeś ogoniasty i miałeś przynajmniej miękkie lądowanie. Otrzepał go z resztek śniegu i wsunął do rękawa kurtki. Musimy wracać, bo jesteś już mocno wyziębiony. W domu się rozgrzejemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz