poniedziałek, 28 listopada 2016

Sztuka z piekła rodem.


,,Nie taki diabeł straszny, jak go malują,,

 Znalazła go opartego o starą sztalugę. Ten z obrazu był wyjątkowo paskudny. Spogląda złowieszczo z pod łba ze swoim ironicznym uśmieszkiem. Czarne ślepia były wyłupiaste i gdyby nie ta matowa sadza na jego licu to pochłaniał by spojrzeniem. Dreszcze przeleciały jej po ciele na samą myśl, że kogoś pokusiło, żeby namalować takiego odrażającego, wstrętnego i posępnego z piekła rodem diabła.
  Czym bardziej przyglądała, się każdej plamie rozłożonej farby naniesionej na obraz, tym bardziej miała wrażenie, że on zaczyna wyłaniać się z obrazu. W tle unosiła się łuna od palącego się ognia i pary wymieszanej z siarką.
  Powoli, tam gdzie ona podążała wzrokiem zaczęły pojawiać się drobne szczeliny i pęknięcia. Wyciekała z nich małymi stróżkami ciecz. Najpierw bezbarwna, zmieszana z werniksem, a później coraz ciemniejsza. Dziwny zapach unosił się w powietrzu, kiedy go poczuła, zatrzymała wzrok na jego ślepiach. Ciężkie kule w jego oczodołach delikatnie się poruszyły, wywołując jednocześnie w okolicy oczu grymas- coś w rodzaju zmarszczki. Tylko jak to jest możliwe? Przecież to tylko zaschnięta farba na płótnie, oprawiona w ramę z drewna na tyle starego, że trudno było można określić wiek obrazu. "Wydawało mi się" - pomyślała.
"To tylko fikcja literacka, wymyślona bajka". Wzruszyła ramionami i spojrzała znowu na portret.
Z jego nozdrzy, wylatywało wydychane powietrze na tyle szybko, że rozdmuchiwał prawie niewidoczne cząsteczki osadzonego na nim kurzu.
"Mam jakieś zwidy, jest tutaj tak bardzo duszno" - przeszło jej przez myśl.

  Ten strych należał do nieżyjącego od pewnego czasu mężczyzny. Już dawno nikt tu nie wietrzył.
Fascynowały ją stare zaniedbane domy. Buszowała teraz w rupieciach, o których czas zapomniał. Wiedziała, że poprzedni właściciel kolekcjonował różne rzeczy. Kupując ten dom, cieszyła się na tą myśl, że zostało po nim oprócz czterech ścian, coś jeszcze. Skrywały jakąś tajemnicę, wyczuwała to w atmosferze otaczających ją przedmiotów. Ona- niedoszły historyk sztuki, potrzebowała kontaktu z mniej lub bardziej wyrafinowaną przeszłością.
  Napięcie rosło, nie mogła sobie pozwolić na dłuższą analizę. Miała jeszcze tyle do przejrzenia. Cała sterta poprzykrywanych białym materiałem. Czekały na ich odkrycie. Z biegiem lat przykrywała je warstwa osiadającego na nich kurzu. 
Wielkie drewniane skrzynie z okuciami stały z luźno zwieszonymi klapami na kłódki, których tam nie było.
Odwróciła się w stronę okna. Zrobiła kilka kroków w jego stronę. Nagle z płaskiej przestrzeni wyskoczyło coś na kształt rogu. Ostrą końcówką przedarło lniany, naprężony i sztywny materiał. Dźwięk rozległ się po pomieszczeniu. Drewniane szalunki wysoko pod dachem zaskrzypiały. Mysz, która przebiegała obok zapiszczała. żałośnie, bo w tym momencie znalazła się w czarnym pysku. Do połowy, był już poza zamkniętą przestrzenią, a jego długie ramię podpierało się o podłogę smukłą łapą. Podskoczyła w miejscu na widok jego powoli wypełzającego. Jednym tylko kopytem tkwił po drugiej stronie piekła. Iskry wysypywały się za nim, a on błagalnym wzrokiem patrzył na nią wystającym ogonem myszy z ust. "Pomóż mi"- zajęczał.
Z niedowierzaniem w głosie odpowiedziała; "jak?".
- Podaj mi ten toporek, który leży obok ciebie. - z wyrzutem bólu zawył.
- Po co ci on? -zapytała, drżącym głosem.
Wykręcał się w grymasie, coraz większego przerażenia.
- Muszę odciąć ten łańcuch, do którego mam przykutą nogę, żeby się uwolnić.
Nie wiadomo dlaczego wewnętrzny głos powiedział tak cicho, że tylko ona go słyszała.
- Nie bądź naiwna, on ciebie posiądzie w swoje złe moce, a ty przepadniesz w jego czeluściach.
Coraz bardziej miała ochotę wyskoczyć przez okno. Perspektywa trzeciego pietra była zdecydowanie za wysoka.
Droga do wyjścia znajdowała się po stronie tego wynaturzonego potwora.Wił się i cofał, wyjęczał znowu;
- Nie mogę dłużej czekać zrób coś.
Zawył donośnie, zrobiło to na niej ogromne wrażenie. Rama zaczęła się kruszyć i rozsypywać w pył. Drobinki rozsypywał na boki. Ogarnął ją jeszcze większy lęk i żal, w końcu był żywą istotą.
Chwyciła toporek i rzuciła go w jego kierunku. To był ostatni moment na tą decyzję. Został by wchłonięty przez czas i rozleciał się na kawałki.
  Ona nie miała pojęcia z czym ma do czynienia. Chwilami myślała, że oszalała. Zawirowało jej przed oczami. Trzęsła się jeszcze bardziej. Złapał go w powietrzu i schował się na chwilę po tamtej stronie, z której wyszedł. Podbiegła do niego Poderwała kawał tkaniny z podłogi i obwinęła nim obraz. Przycisnęła mocno namalowaną stroną do podłoża. Szarpał się i wyrywał, wyjąc przy tym przeraźliwie. Nieugięta była w swoim postanowieniu, ta moc nie może nigdy się uwolnić. Z ostatnim oddechem drgnął ostatni raz i z braku dostępu powietrza zgasł, jak jego wewnętrzny ogień. Minęło jeszcze trochę czasu zanim się upewniła, że to już koniec. 
  Podniosła obraz i odsłoniła diabelski wizerunek. Wrócił do swojej dawnej postaci nienaruszony. Został tylko ślad, w postaci mysiego ogona wystającego z jego czarnych ust i zniknął ironiczny uśmiech. Zamieniony na żal i smutek.
- Przykro mi -powiedziała na głos.
Obraz podskoczył kilka razy, uderzając o podłogę. Odwróciła wzrok. Zawinęła go w płótno i włożyła do skrzyni.
Dopóki ona żyje będzie tam czekał.
- To jeszcze nie twój czas -szepnęła zamykając ciężkie wieko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz