niedziela, 27 listopada 2016

Aromat

Pojawił się z piany. Miał duże z bąbelek oczy i niewiele mniejszy nosek. Reszta jego unoszącego się wraz z parą ciała. Miała drobne powietrzne wypukłości. Nie miał ust, bo całowały go te, do których przypływał spotykając się na brzegu filiżanki. Z pierwszym łykiem ożywał w ciele ludzkim i napełniał je energią. Zawsze miał ze sobą towarzystwo. Białe słodkie szaleństwo i mleczną nutę. Mieszały się wirując w tej gorącej przestrzeni z metalową panienką. Ona napędzała wir charyzmatycznego, subtelnego smaku. Kryształki rozpuszczały się w lekko kwaśnym posmaku ziaren kawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz