niedziela, 23 października 2016

Znicze



Wysoka łuna światła, unosiła się po drugiej stronie murów kościoła.
Palące się znicze na płytach nagrobnych, oddawały swoje ciepło.
Rozgrzana parafina pływała w koło czarnego zwęglonego, do połowy knota.
Szklane ścianki zdobione w anioły z rozłożonymi skrzydłami. Utrzymywały klimat wspomnień o ludziach, którzy już odeszli.
Medaliony, teraz były bardziej wymowne.
Spoglądali z nich Ci, których ciała pochłonęła, już dawno ziemia.
Stanęła przy małym nagrobku- to był jej brat.
Nigdy go nie poznała, nawet dobrze się mu nie przyjrzała. Przez uchylone drzwi, widziała tylko jego maleńką główkę.
Niemowlę leżało w trumnie, urodzony martwy. Szykowany był do pogrzebu.
Nie pozwolili się z nim, przywitać ani pożegnać- była też dzieckiem.
Wspomnie zostało- Dlaczego.
Teraz widzi małego anioła na jego nagrobku.
Trzyma w ręce tylko czerwoną różę, która upada mu z ręki wprost na skały, w dół.
Zanurzyła palce w gorącym wosku. Pokrywał skórę zastygając i ogrzewając jej dłoń.
Podnosi znicz z miseczką glinianą. Wylewa sobie resztę ciekłej cieczy na dłoń. Spływa po jej skórze lekko ją oparzając. Poczuła nieprzyjemne pieczenie.
Podmuch wiatru, próbuje zgasić niespokojnie szalejący płomień. Schładza rozlaną powierzchnię i utwardza. Dłoń jest unieruchomiona jak jej myśli. Resztki kropelek zastygają przytulone do krawędzi płyty, pod którą kiedyś spoczął.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz