wtorek, 11 października 2016

Warsztat




Wracają wspomnienia o drzewach.

Przechodzę obok starego zabytkowego budynku. Słyszę krzyki, ale to niebyły głosy dzieci. Zatrzymałam się na chwile, dzieliły mnie od nich wysokie mury. Nic przez nie nie mogłam zobaczyć, kto jest po drugiej stronie.
Wejście było dosyć skromne. Przez niewielkie drzwi. Zauważyłam w szczelinie ludzi, chodzili po placu. Zaskoczona, z zamiarem spędzenia czasu samotnie, poszłam dalej.
Teraz będzie ten czas, w którym zmierzę się z drzewem.
Dąb był bardzo stary i miał mocno powykręcane konary. Korona jego nie była zbyt potężna, przebijało przez nią światło.
Dzieliła mnie od niego kładka, z kilku desek. Przeszłam po niej i strumyk przywitał mnie swoim, szepczącym nurtem.
Usiadłam po drugiej stronie i wyciągnęłam kredki i arkusz papieru, przypięty do tekturowej podkładki. Przed moją twarzą były drobne gałązki krzewin, dziko rosnących ziół i kępek trawy, wydeptanych na ścieżce. Na drugim planie po drzewem rosły ogromne liście łopianu. Teraz zanim narysuję, każdy szczegół, to spędzę tu w tych zaroślach, nie tylko jeden dzień. Przypomniała sobie, że w sztuce trzeba kłamać. To nie realistyczne oddane zdjęcie. Naszkicowałam więc konary korę i wysoko wyrastające gałęzie. Pod nim, żeby go osadzić w przestrzeni, bo nie mógł silny dąb fruwać w chmurach.
Liście pod nim tworzyły falę, załamywały się kaskadą tworząc podstawę i jednocześnie bujną zieleń, którymi były te wspaniałe olbrzymy. 
Dozwolone i wskazane kłamstwo, wybieranie tylko tego fragmentu, który ma być tym najważniejszym punktem odbioru. Reszta to tylko iluzja dla oka. Być dobrym artystą, to zainteresować swoim dziełem. Czy mi się udało, tego nie wiem, to tylko kreacja mojej wyobraźni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz