piątek, 7 października 2016

Sukienka


Księżyc wisiał w słoneczny dzień, wysoko na niebie.
Muśnięty ledwo widocznym cieniem.
Tworzył białą zakrzywioną kreskę.
Nie odgrywał w salwach barw, żadnej roli.
Zaglądał ukradkiem z błękitu nieba toni.
Ciepło słoneczne, odbijało się od kolorowych liści.
Bawiło się jak małe dziecko, drażniąc promieniami wiszące na drzewie liście.
Porwity wiatr, wiał swoim przenikliwym zimnem.
Jesień odwróciła się i spojrzała na ten harmider.
Na myśl o chmurach, które wyczuwała, bo przylecą z dużym frontem, przeszły ją dreszcze.
Otrząsnęła się i potarła dłońmi ramiona.
Po sukience, osunęły się drobne liście na ziemię.
Przydały by się płaszcz i kalosze.
Długie włosy okrywały jej szyję, tworząc aksamitną apaszkę.
Przelatujący nad jej głową latawiec, odwrócił na chwile jej uwagę.
Szybował na niebie, nie całkiem wolny, ale taki radosny.
Wymachiwał do niej ze swojego ogona, kolorowymi tasiemkami-Pozdrowienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz