niedziela, 16 października 2016

Różane lusterko

W strumieniu, który płynął tylko podczas ulewnego deszczu. Przepływały w nim kaczki pod drewnianym mostkiem. Mijały stary wysoki pień drzewa. Dawno już nie padało w opadającej od suszy wodzie, widoczne było dno. Przechodził po nim spoglądając w dół codziennie, pochylając się z góry nad taflą kałuży. Z pobliskich drzew leżały liście, tworząc kolorowe plamki. Życie powoli zaczęło zanikać. Nagie gałęzie świeciły pustką odbitą od małego zwierciadełka. Zauważył je, przyciągnęło jego uwagę. To co się błyszczy, może być coś jeszcze warte. Zszedł po zboczu i po grząskim jeszcze dnie. Zapadając się butami, wyciągnął je z drobnymi różami na oprawie. Wyjątkowy miało wzór, tłoczenia i zarysowania metalu, były ręką dobrego rzemieślnika. Pośniedziałe od wody, skrywało swój wdzięk. Potarł je o trawę, żeby lepiej się jemu przyjrzeć. Było całe, chociaż upadło z dużej wysokości. Wprost na nierówną kamienną powierzchnię. Miało dużą szansę się rozbić, ale jednak tak się nie stało, trzymał je z daleka od siebie. Było jeszcze brudne od resztek dna na, którym osiadło. Wolnym spokojnym oddechem łapał powietrze. Wyobrażał sobie ją trzymającą swoją dłonią rękojeść i wpatrującą się w jego wnętrze. Twarz miała taką wyjątkową z delikatnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi, usta blade, skórę muśniętą słońcem i nie za wysokie czoło. Co się musiało stać, jaki był powód wyrzucenia tak osobistego uroczego przedmiotu. Spojrzał w nie sam, nie oczekiwał zobaczyć odpowiedzi w lekko zamglonym odbiciu. Zobaczył swoją twarz a w niej smutek i lecące po nich łzy, dotknął jej z niedowierzaniem, była sucha. Odwrócił wzrok, czyżby to on był powodem czyjejś niespłonionej miłości? Odrzucił tą myśl, tak szybko jak się tylko pojawiła. Próbował sobie przypomnieć, ale nigdy nikogo nie kochał. Poza jedną, to przecież nie możliwe, żeby ona przez tyle lat o nim myślała. Ten krótki epizod, nie miał w tego dla niego żadnego znaczenia. Nagle lusterko zrobiło się tak ciężkie, że nie mógł go utrzymać. Przechyliło się i spadło na ziemię. Rozkruszyło się jego szkło na miliony drobinek, i zaczęło się zamieniać w krople łez. Róże odrywały się w ziemię i razem ze łzami wymieszane, wsiąknęły w grunt. Wyrosły z tego miejsca krzew dzikiej róży. Łodygi jego miały tysiące kolcy, czym były wyżej do pięknie pachnących różowych kwiatów, tym było ich coraz mniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz