poniedziałek, 3 października 2016

Mrówka-początek historii.


Śledzenie mrówek zaczęło się bardzo przypadkowo. Zawiązywał sobie buta, kiedy zauważył z pomiędzy drobnych kamieni mrówkę. Stała na wprost niego i coś trzymała w żuwaczkach. Wziął do reki lupę, zawsze ją nosił przy sobie w kieszeni koszuli. Spojrzał przez nią zbliżył ją do mrówki, ona się w tym momencie cofnęła. Przestraszył się, zobaczyła przez nie ogromne oko.
Cofnął powierzające szkło, dotknął delikatnie jej czułek. Impuls, który wysłała nawiązał kontakt ,,Chodź za mną,, Wyprostował się i obserwował, każdy jej ruch. Niosła nasionko kwiatów. Nie było ciężkie, ani lekkie. Ale to nie to było dużym wysiłkiem, na jej ścieżce, były tez inne mrówki, które niosły dużo cięższe bagaże. Drogi nie miały prostej, wspinały się po kamykach jak po ogromnych skalistych górach. Patyki, korzenie, gałęzie stanowiły ogromne przeszkody. Pracowite szły, nie narzekając jaka jeszcze przed nimi długa droga. Wiedziały, że nie robią tej ciężkiej pracy tylko dla siebie. Nie liczył ile razem przeszli kroków mijając krzewinki jagód, na których wisiały granatowe dojrzałe już jagody. Minęli kilka starych drzew. Pomrukiwały do siebie, pewnie wspominały czasy młodego jeszcze lasu. Mrówka zatrzymała się, obok stał zając był skulony i przypominał wtapiający się w otoczenie duży kamień. Wiewiórka, która obserwowała z gałęzi zeszła po korze drzewa. Patrzyła za nimi jak idą w stronę mrowiska, Mrówczy dom zbudowany z milionów igiełek oparty na kilku pniach młodych drzewek. Ogromny i niesamowity największy jaki kiedykolwiek widział. Imperium tak by je określił, teraz z jego szczytu zeszły mrówki i zaczęły się po nim wspinać. Cofnął się kilka kroków, bo nie wyglądały na przyjaźnie nastawione. Jego przewodniczka widząc co się dzieje pobiegła w jego stronę. Dotknęła czułkami, tej która była najniżej i ona przekazała sygnał do odwrotu. Wszystkie zeszły na ziemię. Nagle z drzewa spadała igła z drzewa i ukuła go w czoło. Dotknął ręka tego miejsca. Poczuł się dziwnie, zawirowały mu obrazy, które widział przed oczami. Szum, który słyszał przypominał mu muszle przyłożone do ucha. Stracił przytomność i upadł na ziemię. Zmniejszało się jego ciało, znikał, ale tylko pozornie. Znalazły go pod stertą ubrać, taki maleńki jak one. Zabrały go dwie robotnice do swoich komnat. Położył na porośniętych ziemią grzybach, podłożyły mu pod głowę małą mszycę. Leżał tam, a one szykowały dla niego odżywczy napój ze spadzi. Z maleńkiej łupinki od grochu zrobiły miseczkę. Powoli zaczął się poruszać, jedna dotknęła jego powieki czułkami, przeszedł go dziwny prąd. Zacisnął je mocniej, ocknął się i wróciła pełna świadomość. Wnętrze było wilgotne, zapach, który się tam unosił przypominał grzyby. Dotknął jednego leżącego obok. To jest mrówczy ogród, niesamowite miejsce jaki jestem mały, taki jak one. Boli mnie głowa, mrówki słyszały jego myśli. Podeszły z zimnym grzybem i położyły mu na głowie. Druga podeszła z otwartymi żuwaczkami, chciała się z nim podzielić jedzeniem z przełyku. Skrzywił się i odwrócił twarz w drugą stronę, powstrzymywał się od obrzydzenia. Wstał i spojrzał na nią, to ta sama, która go tu przy prowadziła. Miał do niej tyle pytań, zatoczył się jednak w miejscu, był jeszcze za słaby. Zorientował się, że zamiast ubrania ma na sobie liście. Pozszywane po bokach starymi włóknami od pnączy. Przynajmniej nie będzie się wstydził, chociaż one, nie zwróciły by na to najmniejszej uwagi. Usiadł na ziemie i próbował sobie przypomnieć moment w którym do tego doszło, ale nie mógł. Co teraz będzie, zostanie tu na zawsze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz