niedziela, 30 października 2016

Google


Szukał czegoś na Google mapie.
Chwycił tego człowieczka za łapkę.
Machał nim jak szmatką.
Upuścił go nad Australią.
Całkiem przypadkowo, wylądował na cmentarzu.
Rozejrzał się z niedowierzaniem.
Jeden grobowiec z tablicą w ziemi.
Przechylony bez widocznych już napisów właścicieli.
Żółty człowieczek przestraszony.
Biegnie po wyschniętej ziemi.
Pies nie wiadomo skąd się pojawił.
Rzucił się w pęd za nim.
Chwycił go za łapkę i wyciągnął z tego miejsca.
Teraz przemierzają razem, niedostępne miejsca.

sobota, 29 października 2016

Dynia co nosem wywija


Szkło


Rozleciałam się na kryształki.
Mienię się diamentowym blaskiem.
Ostre krawędzie ranią się na wzajem.
Nie mogę wrócić, do stanu przed upadkiem.
Rysy, szczeliny, pęknięcia.
Cała moja o sobie wiedza.
Krucha jestem, tylko to stwierdzam.
Nie chcę być już szklana.
Metalowa była bym zbyt twarda.
Może lepiej drewniana.
Mam taką wielką temperówkę.
Zastrugam sobie nią główkę.
Grafitowym rysikiem życia.
Dobra będzie z tego sztuka.
Przyda się do szkicowania.
Obraz powstanie już trwały.
Zamknięty będzie za szklanymi ramami.
Powieszony na ścianie, nigdy się nie rozpadnie.
Nikt go już nie będzie dotykał.
Tak bym chciała być tylko sztuką.
Papier i kartka to ja, tylko ramy jeszcze brak.

piątek, 28 października 2016

Cicho


Cicho! !Cicho, bo myślę.

Nie mogła utrzymać myśli w spokoju. Szalały jak burza w swojej kulminacyjnej chwili.
Wszystkie były najważniejsze, każda miała coś do powiedzenia.
Normalnie jak w jakimś kotle, czystego szaleństwa.
Tupnęła nogą, ale to do nich nie docierało.
Słabo to na nie zadziałało.
Wdzierały sobie kartki z zapiskami.
Stała tak próbując je przywołać do porządku w milczenie, ale wiadomo, że ciszy nikt nie słyszy.
Nabrała powietrza i rzuciła im wiązankę. Wyciągniętą w prost z rynsztoku.
Zaniemówiły z wrażenia. W końcu spokój, w chaosie nie dojdziemy do porozumienia.
Miny miały, zdumione, zaskoczone i z wyrazem obrzydzenia na twarzach.
Będzie teraz spokój?
Nic już nie słyszała, wszystkie wróciły do swoich zadań.
W końcu burza mózgu ustała.

Piękna Pani

Rozmawiała dzisiaj z kosem.
Tak pięknie śpiewał cichym głosem.
Delikacie brzmienie smyczka.
Dotykał dzióbkiem skrzypka.
Wydawał przepiękne dźwięki.
Były to do niej wysyłane wdzięki.
Mieniła się czerwieniami i złocieniami.
Szalona tańczyła z nami.
Liście dookoła wirowały.
Krople deszczu po jej twarzy spływały.
Sukienka była mokra, a włosy opadały.
Wiewiórka przebiegła je przed oczami
Szczęśliwa zalewa się teraz łzami.
Unosi się wysoko jak obłok.
Pod nią rozciąga się Wisłok
Powoli wszystko ucicha.
Ona się oddala i delikatnie dmucha.
Wiaterkiem lekkim i powabnym.
Ze stanem jej aluzyjnym
Nie jest jej do twarzy
Wszystko się teraz na szalkach warzy.
Jesieni piękna pani zostań z nami.
My będziemy ptaków ariami.

Czarownica cz.3



W tym świetle, wstawała wysoka wieża. Była szpiczasta i okrągła na wysokości dachu zamku, w której mieszkał.
Czarnoksiężnik, który nie lubił się bawić. Pozasłaniał okna drewnianymi okiennicami. Zaryglował drzwi wielką belką, która była wysuwana z bardzo grubych ścian. Ryglowała drzwi od środka, przechodząc w drugi taki sam otwór, po drugiej stronie.
Teraz będzie mieć spokój. Kot siedział na kanapie. Głośne uderzenia metalową kołatką w ciężkie drewniane drzwi. Rozległo się po holu. Obrazy, które wisiały na ścianach w tym momencie zbladły. Świeże kwiaty w wazonie zadygotały niespokojnie.
Wazon przesunął się delikatnie po stoliku. Kot nastroszył sierść, prężąc grzbiet i prostując nogi, zasyczał i parsknął.
-Kto tam?
Głos poważnego mężczyzny, rozszedł się po holu odbijając się od ścian.
Nikt nie odpowiedział. Podszedł i je uchylił. Spojrzał na ducha i zanim zdążył coś powiedzieć.
Czarodziej wyrzucił z ust takie słowa.
-Odejdź ja nie lubię tego święta!
Czarownica podbiegła do niego i wykrzyknęła.
-Zaczekaj!
Zdziwił się, bo ją znał.
Zamknął drzwi i rygiel schował z powrotem w ścianę.
-Wejdźcie.
-Chcieliśmy prosić tylko o cukierki, nie chcieliśmy przeszkadzać.
Zakłopotana takim przywitaniem czarownica, pogłaskała szczura.
-Dla was zrobię wyjątek. Znamy się czarownico i wiem, że nie przyszłaś tu bez powodu.
-Wyczaruję deszcz słodyczy.
Duch, aż podskoczył z radości. Magia i słodycze, co za klimat. Nie spodziewał się tak ciekawego zdobywania łakoci.
-Czarownica pomogła Ci kiedy byłeś smutny więc i ja mogę coś w tej sprawie zrobić.
-Wiem o wszystkimi od kruka, był i widział tą sytuację z drzewami.
Weszli do środka. Kot spojrzał na szczura, a on nie czekając na rozwój sytuacji zeskoczył z czarownicy na ziemię i podszedł do niego. Pomachał do kocura wąsami. Przywitanie przerwały słowa maga.
-Przywołuję cie, tu i teraz, kolorowo chmuro słodyczy. Daj nam ich tyle, ile duch sobie zażyczy i udźwignie w swoim wiaderku.
Posypały się garściami z kolorowej chmury, cukierki, landrynki czekoladki i żelki.
Wszystkie były zapakowane w różne papierki.
-Już wystarczy, zaraz je pozbieram.
Powiedział chłopiec.
Jak się bawisz duchu?
Zapytał ogoniasty.
Mam nogę w gipsie i siedzie pod prześcieradłem, na łóżku. To jest najwspanialsze Halloween jakie miałem.
Masz obiecanego żelka przyjacielu. 
Skubał go trzymając w łapkach i mrużył przytytym oczy. Był bardzo zadowolony, z tej opowieści, którą dla niego wymyślił.

czwartek, 27 października 2016

Czarownica cz.2


Spotkanie

W oddali było widać łunę unoszącą się od świec, nad horyzontem. Siedziały tam już stare bywalczynie.
Tego jedynego w roku obrzędu. Spadały w dól liście, a wraz z nimi stare problemy i troski. Dynie były lampionami. Dzieci  bawiły się teraz strasząc, w swoich wymyślnych przebraniach.
,, Cukierek albo psikus,, Wykrzykiwały przy otwartych drzwiach domów. Zauważyła tego jednego ducha. Szedł powoli, nie miał w swoim wiaderku żadnych słodkości. Miał zakrytą twarz, ale przez jego płótno widać było, mokre palmy w okolicy oczu. Po pikowała w dół, aż prawie szczur wypadł z gniazda. Trzymał się go tak mocno łapkami, że musiał użyć jeszcze zębów, żeby go nie zgubiła. Wylądowała przed nim wyrastając jak ściana ziemi. Spojrzał na nią lekko przestraszony. Nie spodziewał się,że spadnie mu jak grom z nie jasnego nieba. Tego dnia wszystko było tajemnicze i inne. Przynajmniej na wpół magicznym świecie wyobraźni. W ostatniej chwili ją ominął z chwiejącym krokiem, stanął w miejscu.
- Hej!
Spojrzał na nią ledwo widząc przez wycięte kółeczka w płótnie. Odpowiedział
-Hej!.
Nieśmiało.
-Dobrze się bawisz?
-Zapytała, znając już odpowiedz.
-Nie
Spuścił głowę w dół.
-Co się stało?
Poruszył się pod białą powłoką w geście wskazywania ręką.
Tam w tej alejce pomiędzy starymi zaczarowanymi drzewami, potknąłem się o ich korzenie. Konarami przytrzymywały mi nogi w kostkach i swoimi starymi gałęziami zabrały mi rozsypane wszystkie cukierki.
-Zjadły je?
Zapytała zaskoczona.
-Tak razem z papierkami.
-Może im zaszkodzą.
-Pewnie tak, ale ja już nic nie mam.
-Jeszcze noc się nie skończyła.
Pocieszała go.
-Możesz jeszcze odwiedzać domy.
Pójdziemy razem, ja ze szczurem będę patrzeć zza płotów.
Ogoniasty wywijał ogonem na myśl o jedzeniu.
-Dasz mi jednego żelka?
-Oczywiście podzielę się z wami.
-Co z Twoim spotkaniem wiedźmo?
Szepnął jej siedząc na swoim miejscu.
-Duch jest teraz ważniejszy i cmoknęła do niego ustami.
-Przestań wiesz że tego nie lubię nie jestem psem.
Oburzył się gryzoń.
-To też jego święto, więc bądź już cicho i nie marudź.
Księżyc świecił teraz pełnią i wydawał się taki wielki.

cdn.

Czarownica szykuje się na zlot. cz.1



Czarownica cz.1

Teraz zacznie się zabawa. Czarownica zaciera ręce ze szczęścia.
Ma na nich pełno kurzajek, które się o siebie haczą. Grymasi na ten gest, bo pocieranie ich o siebie, nie jest przyjemne.
Otworzyła dużą drewnianą szafę. Znowu nie ma w co się ubrać, same stare łachy. Jedne nie modne, a inne byle jakie. Poszperała trochę i wyciągnęła w takim stylu dziwacznym sukienkę. Przypominała w niej bardziej nietoperza. Może być i z grymasem na twarzy położyła ją na krześle. Pantalony białe z koronką na nogawka i gorset miała już na sobie. Chociaż z tym nie było problemu westchnęła zadowolona z ulga.
No prawie jest już komplet, teraz tylko jeszcze buty. Trzewiki ze szpicem na przodzie zawsze były wygodne.
Teraz dodatki.
Wyciągnęła miotłę z pod drewnianej ławy i pozamiatała nią wszystkie katy. Z pająków zrobiła sobie naszyjnik i broszkę. Pajęczynę powplata we włosy. Taki tren pasował do jej rzadkich, już siwych włosów. Gdzie ten puder z muchomorów muszę przypudrować piegi. Spojrzała w stare zaśniedziałe lustro. Wyglądasz porostu bajecznie jak na wiedźmę przystało.
- Powiedziało do niej lustro.
-Dziękuję jesteś bardzo miły, ale teraz nie mam czasu. Muszę jeszcze poszukać szczura.
-Pewnie jeszcze siedzi w dyni zjadając ją od środka. Kawałek po kawałku, tylko żeby Ci się po drodze nie rozchorował, wiesz lokomocja.
-Spokojna twoja odbita głowa, mam paskudny syrop na pewno zadziała.
-Ogoniasty wskakuj na miotłę. Tylko się pospiesz, bo ledwo chodzisz.
-Masz dla mnie miejsce?
Zapytał szczurek.
-Oczywiście.
Wdrapał się po jej nogach i na ramieniu miła dla niego, stare znalezione w lesie gniazdo. Usiadł wygodnie i poszybowali w stronę księżyca, on wyznaczał im kierunek.

Głupawka


Smok, który gruby był jak bąk.
Leżał na plecach, cały się trząsł.
Połknął rycerza z mieczem i zbroją.
Teraz jęczy, bo wnętrzności go bolą.
Zionie parą zamiast ogniem.
Bąbelki wylatują drugą stroną.
Metal zaczyna korodować.
Boli go od tego głowa.
Łapy opadają, już rady drapać nie daje.
Rozpalone brzuszysko od kwasu.
Pękło i narobiło dużo hałasu.
Rycerz musiał być nieświeży.
Udało mu się przeżyć.

środa, 26 października 2016

Szalona jesień

Znowu wiatry wieją.
Zamiatają po ziemi nadzieją.
Chłodem gałęzie głaskają.
Ona będzie teraz panią.
Szeleszczą liście pod stopami.
Chmury unoszą się nad głową.
W jesieni mrocznym uroku.
Topią się teraz w potoku.
Opadają na dno i tam zostają.
Z życia już nic nie mają.
Teraz z nim się żegnają.
Smutek zamyka zmęczone oczy.
Zima powoli po ziemi się toczy.


Rozstanie i życie

Przypomina jej kogoś, tak bardzo, że aż to boli.
Przyjaciel, który odszedł tak nagle, w takim stylu jak sam żył.
Czuję jego obecność w sobie. Spędzone chwile razem wniosły tak dużo radości, ciepła i optymizmu.
Zadzwonił telefon, wiadomość przyjęła jak żart.
Przecież to niemożliwe. Śmiała się, bo on miał różne pomysły.
Niestety, ta zabawa skończyła się dla niego tragicznie. 
Nie było dla niego ratunku.
Łzy nie przyniosły ukojenia, żal tak ogromny jak cały ten świat.
Nie runął jednak, nie zamienił się proch. Musiała być tu i teraz.
Miała w sobie dużo siły, będzie zawsze z nią, pamięć o nim jest żywa.
Przypieczętowało życie to co tak bardzo chciała zatrzymać. 
W pierwszą rocznicę jego śmierci, urodził się jej syn.
Radość i smutek idą teraz przez życie razem.




wtorek, 25 października 2016

To nie JA

Płytka kałuża, nie wie, że kiedyś wyparuje.
Zamieni się z płynącą cieczą, w stan lotnych cząsteczek i uniesie się wysoko.
Wszystko ma swój początek i koniec.
Zastanawiam się nad sensem tych rozmyślań.
Jestem powierzchowna, infantylna, prosta, jak moje zapiski w notatniku.
W jednej chwili mogę zniknąć. Wystarczy wyciągną wtyczkę z dostępem do prądu
Na monitorze pojawi się po górkach i dolinach prosta linia.
W jaką stronę zmierzam, nie zabieram ze sobą nikogo.
Jestem sama egoistyczna i tylko dla siebie.
Nikogo już nie chcę widzieć, czuć, ani pragnąć być blisko.
Po co mi to. jestem tylko- JA, JA,JA Nikt więcej się nie liczy.
Znieczulica społeczna, tak mam na imię.

Podzielę się zawsze dobrym słowem, jak ten bezdomny człowiek.
Uśmiechał się tak życzliwie, chciał coś powiedzieć.
Przywitałam się z nim nie słowami. Podzieliłam jego los na dwoje.
Takie jest życie ulotne.










Spotkanie


Było ciemno za szklanym szybami w półmroku uwięzione były zwierzęta.W oddali z głośników wydobywała się muzyka przypominająca dźwięki grającej szarańczy skrzydłami.
Nie lubiła ciemności, nie była sam. Dużo ludzi przechodziło wzdłuż tych żywych zwierzęcych modeli. Z czerwoną wiązką światła było coś ciekawego.
W miseczce na ziemi odbijało się, to co pomieszczeniu oddawało mroczną i czujną atmosferę.
Podeszła tak blisko, ze prawie czubkiem nosa dotykała niewidzialnej bezbarwnej powierzchni.
Widziała go siedział z rozłożonymi skrzydłami. Spijał z naczynia z naczynia purpurową ciecz.
Dotknęła na wysokości twarzy niewidzialnej poświaty.
Spojrzał na nią i pokazał kły.
Był przerażający tym bardziej skupiła na nim uwagę.
Taki skrzydlaty mały potwór,żywiący się krwią w małym ciele.
Wyobrażała sobie go na polowaniu. Wbijał swoje ostro zakończone zębiska w ofiarę kiedy znowu odruchowo uderzyła palcami w to samo miejsce.
Sekundy wystarczyły, żeby rzucił się na jej policzek. Przysłaniając wszystko co widzi na około skrzydłami i z wystającymi kłami dotknąć jej ust.Wyrwał ją z zamyślenia. Odskoczyła gwałtownie od niego krzycząc przeraźliwie, broniąc się przed atakiem wymachując rekami przed sobą.
Zanim się zorientował co się dzieje, wszyscy patrzyli na nią w bezruchu.
To było bliskie spotkanie z nietoperzem Wampirem.
.

niedziela, 23 października 2016

Znicze



Wysoka łuna światła, unosiła się po drugiej stronie murów kościoła.
Palące się znicze na płytach nagrobnych, oddawały swoje ciepło.
Rozgrzana parafina pływała w koło czarnego zwęglonego, do połowy knota.
Szklane ścianki zdobione w anioły z rozłożonymi skrzydłami. Utrzymywały klimat wspomnień o ludziach, którzy już odeszli.
Medaliony, teraz były bardziej wymowne.
Spoglądali z nich Ci, których ciała pochłonęła, już dawno ziemia.
Stanęła przy małym nagrobku- to był jej brat.
Nigdy go nie poznała, nawet dobrze się mu nie przyjrzała. Przez uchylone drzwi, widziała tylko jego maleńką główkę.
Niemowlę leżało w trumnie, urodzony martwy. Szykowany był do pogrzebu.
Nie pozwolili się z nim, przywitać ani pożegnać- była też dzieckiem.
Wspomnie zostało- Dlaczego.
Teraz widzi małego anioła na jego nagrobku.
Trzyma w ręce tylko czerwoną różę, która upada mu z ręki wprost na skały, w dół.
Zanurzyła palce w gorącym wosku. Pokrywał skórę zastygając i ogrzewając jej dłoń.
Podnosi znicz z miseczką glinianą. Wylewa sobie resztę ciekłej cieczy na dłoń. Spływa po jej skórze lekko ją oparzając. Poczuła nieprzyjemne pieczenie.
Podmuch wiatru, próbuje zgasić niespokojnie szalejący płomień. Schładza rozlaną powierzchnię i utwardza. Dłoń jest unieruchomiona jak jej myśli. Resztki kropelek zastygają przytulone do krawędzi płyty, pod którą kiedyś spoczął.







Krople tworzą w kałuży


Pada i pada deszcz


Jedna jedyna


Dynie


Znowu te dynie z powykrawanymi wnętrznościami.
Miąższ, który miały z pestkami trafiły na kompost.
Teraz wytrzeszczone kły, albo kwadratowe i prostokątne wybrakowane zęby są jej dziełem.
Oczy trójkątne w różnym stopniu mniej lub bardziej bardziej straszne.
Teraz patrzy na następną jest taka kształtna i ma taki intensywnie pomarańczowy kolor. Szkoda jej wbić nóż od góry i wypatroszyć.
Będzie następną ofiarą z zapaloną wewnątrz świeczką.
Zadany cios musi być gwałtowny.
Stał się, to ostre narzędzie w mistrzowskim stylu, odcięło okrągłe teraz wieko.
Zapach taki mdły od nadmiaru cząsteczek, wypełnił pomieszczenie.
Atmosfera zaczęła się zagęszczać. Stało ich już piętnaście przed wejściem. Zapalone złowieszcze lampiony.
Ciemność poza zasięgiem migotliwych światełek próbowała wdzierać się po trawniku do wnętrza domu. Drzwiami nie wejdzie, w okna zapalone były małe drewniane domki.
Nigdzie nie będzie tej nocy bezpiecznie.
Zmrużyła oczy i spojrzała na niebo, trudno jej było dostrzec gwiazdy.
Wróciła do środka jej twarz była blada i miała bardzo zimne ręce. Usiadła przy stole, nie mogła się skupić. Przed nią leżało małe pudełko.
Rozglądał się niespokojnie, nagle coś zaczęło głośno szeleścić. Dźwięk dobiegał z drugiego pomieszczenia.
Huk rozległ się i gwałtownie podskoczyła na krześle. Wyobraźnia zaczęła szaleć w głowie. strach wyostrzył jej słuch i wzrok.
Odsunęła się powoli od stołu. Otworzyła pudełko z zapałkami i zapaliła jedną. Podeszłą do stolika, na której leżała przygotowana pusta dynia. Nie było tam światła, bo zapomniała wymienić przepaloną żarówkę. Pochyliła się i podniosła za jej ogonek- wieczko.
Zobaczyła w jej wnętrzu szczura, który wgryzał się w jej środek. Zapomniała zamknąć klatkę.

piątek, 21 października 2016

Interpretacja

Zmieścić się ramach obrazu.
Tylko jak to zrobić, kiedy ja chcę być sobą.
Wszystko ma jakieś granice, tylko nie moje płótno.
Mogę robić na nim co chcę, czarne jest czarne.
A białe jest bielsze niż zawsze.
Taki świat jest mój nieokiełznany.
Tylko rozumiany przez mnie.
Sztuka daje wolność wyrażania siebie.
Nie na sprzedaż, to zbija moje wnętrze.
Samotność, ona jedyna daje wolność.
Obraz przemówi emocjami, kiedy mnie już nie będzie.
Zostanie interpretacja, niedomówienia i nadzieja.
Może ten niemy widok, przekaże moje myśli.