wtorek, 13 września 2016

Wiedźma


Starucha, która dawno zaczęła przypominać bardziej rodzynkę na twarzy niż człowieka. Miała mocno wyłupiaste ślepia, na które spadały ciężkie ze starości powieki. Ona z potarganymi do ziemi włosami i starym szczurem z parchami na nosie, nosiła go na ramieniu. Notowała, coś na starych kawałkach kory. Zamiast kałamarz miała z muszli ślimaka, pisała poszarpanym gęsim piórem. Powykrzywiany drewniany stół, z dziurami od korników i plamami od resztek jedzenia. Uginał się pod ciężarem jej opierających się o niego ramion. Pismo jej było okropne, nieczytelne, trudno było się domyślić co napisała przypominało bardziej bohomazy niż litery. Miała w tej starej dębowej chacie z dachem pokrytym mchem i gałęziami z drzew iglastych, okna, które nie miały szyb, przypominały tylko wielkością maleńkie kratki. Narzekała, że pisanie jej nie wychodzi, tak jak by chciała, zgonić winę na powykręcane reumatyzm ręce i panujący w izbie brak światła, żaliła się nad swoim losem. Świeca, którą zapalała, była stłumiona czernią pochłaniającą, każdą jej jasną drobinę. Troll, którego schwytała dawno temu, przypominał teraz obrośnięty mchem w połowie kamień, od brudu i skrawków porozcinanych kawałków wiór, lecących w czasie obierania pieńków z zewnętrznej części kory. Siedział skuty łańcuchami na drewnianym krześle poskręcanym sznurami. Potrzebowała go, podsuwała mu te fragmenty zapisanej kory do rozszyfrowywania tego, co miało przypominać pismo. On się szarpał w wielkich cierpieniach. Te zapiski parzyły niczym spadające na jego ciało katusze. Troll pomimo swojej tajemnej wiedzy, nie potrafił się przed tym obronić. Starucha widząc, że zaczyna się ociągać czytając na cały głos wypuszczała szczura, żeby go po rękach i nogach kąsał. Wykrzykiwał coraz głośniej, każde słowo, podkreślając w tym fragmenty zdań nie do zrozumienia. Wychodził z tego drażniący bełkot, denerwujący stare przy głuchawe uszy wiedzmy. Potrząsając głową w prawo i w lewo zatykała, klapiące małżowiny pustymi plastrami miodu. Nie wytrzymała, po raz kolejny tych nieznośnych zachowań trolla. Chwyciła kaganek, w którym przechowywała atrament i chlusnęła nim wprost na otwarte ust. Zachłysną się nim, zaczął donośnie kaszleć i kiedy już opanował oddech, usta zakleiła mu gorycz wypływająca z granatowej cieczy. Zapanowała przenikliwa cisza. Szczur cofnął się od ciała biedaczyny. Ciężkie łańcuchy, którymi miał zapięte ręce poruszyły się w górę, pochylił niżej głowę, bo łańcuchy były bardzo krótkie, przetarł twarz z gorzkiej mazi. Spojrzał na nią z niedowierzaniem. Jesteś okrutna wrzasnął wykręcając się w drugą stronę, żeby już na nią nie patrzeć. Jestem tu tyle czasu, a ty znęcasz się nade mną. Moja zła natura obudzi się i uwolni mnie z tego piekielnego miejsca. Nie doczekasz się powiedziała starucha z przekąsem.
-Kiedyś umrzesz ty stara wiedźmo, z tym twoim garbatym podkurczonym, szczurem. Pochowają was w jednym wykutym w skale grobie, bez trumien. Drzewa, które będą obrastać wasze wyżłobione w skałach przykryte kamieniami sarkofagi, powykrzywiają swoje korzenie w kształt czaszek. Będą waszymi medalionami, potworności wasze, będą tego symbolem. Wylewające się słowa z tymi resztkami smaku goryczy, który miał pomiędzy zębami. Szczur wyobraził sobie ten grób i siebie pochowanego na wieki z wiedźmą. Pobiegł w jej stronę schował się w jej strączkowych długich dredach, zwisających blisko skóry. Miał tam uwite z nich gniazdo. Odór z jej ciała, bo od wielu lat się nie myła, był mdły i unosił się na całą izbę. Spojrzała na trolla, odwróciła się do niego plecami. Nie miała ochoty wyobrażać sobie obrazu jej marnego końca. Rozpalone palenisko buchało ciepłem i podgrzewało ogromny sagan wiszący na grubych metalowych prętach. Kucharką była słabą i sama nie wychodziła po składniki do gotowania. Gubiła się pomiędzy krętymi ścieżkami zwierząt. Wyjątkowo nie znosił jej las, przysypywał sosnowymi igłami jej ślady. Mrówki, które nosiły resztki martwych owadów i szczątki roślin, traciły orientację wyczuwając jej zapach, w momencie kiedy przechodziła obok. Nie mogła na nie liczyć, patrząc w którą stronę jest mrowisko, za każdym razem biegały oszołomione i zdezorientowane. Ona też nie wiedziała, w którym powinna iść kierunku. Wysyłała dlatego swojego podopiecznego gryzonia. Przynosił w pyszczku niewiele, ale zawsze starczało. Uszyła mu z resztek starych płócien mały woreczek, w których nosił większe zdobycze. Dorzucała do tego wywaru codziennie coś nowego, tym razem były to czerwone muchomory z robakami siedzącymi na jego kapeluszu i wyjadającymi piękne okrągłe dziury. Mruknęła pod nosem jakieś zaklęcie. Teraz będzie zupa z muchomorów, dorzuciła jeszcze dwie jaszczurki i kilka karaluchów. Złapała je w nocy na ubitej ziemiance, przechodziły obok jej siennika. Nie rozboli ich brzuch zastanawiał się zaglądając zza kilku włosów do kotła szczur. Potrawa była gotowa, po dwóch godzinach mieszania i unoszenia się gęstej pary. Nabrała gorącą jeszcze strawę na drewnianą łychę i podeszła z nią to trolla. Otwórz swoje wrota z kratami, będzie jedzenie. Wystawił tylko ogromny czerwony jęzor i zachichotał. To jest mój most zwodzony, nalej na niego te więzienne pomyje. Pierwszy raz zrobiło się jej go żal. W jej oczach zobaczyć można było wspomnienie z czasów, kiedy była dobra. Przeleciała jej przez głowę myśl. Może jednak Troll zasługuje na coś więcej od życia, powinna go uwolnić. Ma gdzieś tam w głębi lasu dom, może ktoś tam na niego czeka?
Spojrzała w misę, w której miała wodę, ujrzała siebie i wykrzywiła twarz w grymasie. Teraz jest stara, powinna wygrzewać swoje stare kości na słońcu, cieszyć się tym czasem, który jej pozostał w zamian za to ma trolla i parchatego szczura. Zadała sobie pytanie czy to już czas, zapisać ostatnie myśli? Muszę podjąć decyzję powiedziała na głos. Zniecierpliwiony ogoniasty machał wąsami z zaciekawieniem, co powie i łaskotał ją nimi po policzku. Wytężała wszystkie mięśnie, powstrzymując uśmiech. Z powagą w głosie i spokojem, co było do nie wręcz niepodobne. Oznajmiła
-uwolnię cię trollu.
Nie zdążył nic powiedzieć, jego łańcuchy się rozpięły i spadły na ziemię z metalicznym dźwiękiem. Otworzyły się drzwi, możesz już iść. Z wielkim trudem w milczeniu wstał. Była już ciemna noc, świecił tylko księżyc, rogalik o szpiczastych końcach. Widział jej bladą postać w jego blasku, zauważył też, że ona powoli odchodzi w swoich starych łachmanach z przytulonym do piersi szczurem. Pochylił się nad nią, zdążyła tylko wyszeptać- dokończ moją historię. Przegarnął po niej ubranie w nadziei, że znajdzie tam szczura, ale on już zdążył uciec przez otwarte drzwi. Spojrzał na stół, te kawałki kory, których nie mógł tak długo odczytać zamieniły się w pięknie napisane pismo. Usiadł i zaczął czytać, to co kiedyś było niemożliwe. Serce mu prawie pękło, były tam informacje o zwierzętach i ludziach o wszystkim dotychczasowym świecie. Oparte na niesamowitych historiach, ona była uboga ciałem, ale miała piękne wnętrze. Zrozumiał to dopiero po jej śmierci. Wziął do ręki pióro i zamoczył w ślimaczej muszelce na koniec podpisał się za nią -Huldra

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz