niedziela, 11 września 2016

Słowa mistrza


Chciał, żebym spróbowała czegoś innego. Spojrzałam, na tego wysokiego siwego mężczyznę, który poświęcał mi tyle swojej uwagi. Dzieląc się ze mną swoimi doświadczeniami, z cierpliwością wyjaśniałam tajniki sztuki rysunku i malarstwa. Z czarną teczką i nowymi szkicami pachnącymi jeszcze fiksatywą, chodziłam na korekty. Zamyśliłam się przez chwilę. Pewnie zaraz powie, że mam szkicować architekturę, której z resztą nie lubię. Wyciągnął z szuflady biurka kartkę z uśmiechem.
- Weź udział w konkursie, tu masz adres strony.
- Jakim konkursie?
Zaczęłam już mieć przed oczami wizję tematów, a tu nagle padło hasło - literackim.
- Jakim?!
Powtórzyłam z niedowierzaniem w myślach to co słyszę. Przed oczami ukazały mi się moje kartkówki, które zawsze przez całą szkołę podstawową, były z negatywną oceną. Świeciły się na czerwono od podkreślanych błędów jak znak ostrzegawczy, a ja miałam pisać? Na mojej twarzy pojawił się smutek z zakłopotaniem. Ten temat jest już dla mnie dawno zamknięty. Błędy, utrudniały mi zawsze życie. To przecież przez nie musiałam jako ostatni rocznik zdawać ustną maturę. Ja mogę zagadać człowieka na śmierć, ale nie pisać. Już dawno pod błędami poległam, zamknęły mi drogę na studia, odbierając punkty. Jak zawsze jego wiara w moje możliwości, była silniejsza od jakichkolwiek moich słabości czy argumentów. Nie uznawał słowa nie. W tym przypadku słowo nie, nie istniało. Miałam chociaż spróbować i napisałam, następne też małe, nie utwory, tylko literackie potworki.
- Mistrzu jak Ci się podoba, to co czytasz?
Odpowiedz była prosta.
- Może lepiej już nie pisz... 
Odpowiedziałam.
- Wiem, że są słabe, ale jest już na to za późno. 
Otworzył szeroko oczy ze zdumienia, oczekiwał chyba innej odpowiedzi.
- Dlaczego to mówisz?
-Bo zaczęło mi się to podobać, to co nie powiem na głos przekażę na papierze. Można fantazjować i poszukiwać. Zaglądać w głąb siebie.
Przy okazji jeszcze dowiedziałam się od rodziny, że mój dziadek, który opowiadał mi bajki przez siebie wymyślone i recytował "Świteziankę" z pamięci, pięknie deklamując, słuchałam go podziwiając jak on potrafi się wczuwać w atmosferę tamtego wiersza, wyobrażałam sobie każde zdanie.
Przy okazji dowiedziałam się o historii dziadka, która miała miejsce w czasie wojny, podczas kopania rowów pod kable elektryczne. Był w tedy bardzo młody, znalazł gdzieś w stodole maszynę do pisania. Nie wiedział, że za pisanie wierszy może stracić życie. Było blisko, bo nie znał na tyle języka oprawców, żeby wytłumaczyć co napisał. Babcia go uratowała znała ich mowę, wyjaśniła, że to tylko wiersze.
Jego utwory, nie przetrwały do moich czasów, Coś mnie jedna pociągnęło w stronę pisania pomimo błędów. Może to namiastka talentu po dziadku, która nigdy nie została zrealizowana i spełniona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz