czwartek, 15 września 2016

Słonecznikowe dzieci.


Słonecznikowe dzieci.

Na długich i grubych do nieba łodygach z maleńkimi kolczastymi
włoskami, tak samo szorstkimi liśćmi w dotyku przypominały język krowy. Na samym szczycie tej tyczki był ogromny żółty kwiat z dojrzewającymi czarnymi nasionami. Głowa jego była zawsze skierowana w stronę słońca. Podążał za nim stojąc w ogrodzie przez cały dzień śledził jego promienie słoneczne, były odbiciem spadającego na nie ciepła. Żółte ich płatki świeciły jak promienie słoneczka. Podlewane woda z beczki rosły coraz wyżej i stawały się coraz większe. Strach na wróble stał z drugiej strony ogrodu. Ubrany w kraciastą koszulę i czarne spodnie z szelkami, był synem ogrodnika. Chodził latem boso, stał nieruchomo z rozłożonymi ramionami. Czekał tak długo, aż przysiądzie na jego ramionach ptaszek, żeby odpocząć. Czasami jak udało się mu podkraść kapelusz drzemiącemu dziadkowi pod snopem sina na polu. Wsypywał sobie na jego wierzch nasiona pszenicy i stał w tym nakryciu głowy, aż zlecą się ptaki z okolicy i wyjedzą z niego całą zawartość. Mama wołała przez otwarte okno z drewnianymi okiennicami na obiad. Często chodził głodny i jadł zimne posiłki Zanim doszedł do domu, śledził w trawie mrówki i podglądał pod spróchniałymi konarami przeróżne owady ze ślimakami, potrafił gonić motyle godzinami. Jeździł na drewnianej hulajnodze, biegał za nim jego przyjaciel pies, z brązową plamą na uchu.
Z żerdzi, która była bramą dla dużych zwierząt robił z koca na niej hamak. Ciepło w nim było i przytulnie. Bawił się często z innymi dziećmi zrywali dojrzałe główki słoneczników z pobliskiego pola i siedząc przy strumieniu na trawie, rozłupywali zębami te pyszne nasiona. Rozmawiali i śmiali się ze swoich przygód.
Siedząc pod krzakami malin marzył o tym, żeby stać się takim maleńkim jak te owady, którym tak chętnie się przyglądał. Spróbować chodzić ich ścieżkami, zaglądać pod mech do ich norek, tam niektóre mieszkają. Wspinać się na drzewa i nie czuć strachu. Latać jak mucha, która w kuchni grasuje po białym świeżym serze. Przeskakiwać jak pchała z kota na psa, one to dopiero potrafią ciekawe życie toczyć. Z tego zamyślenia wybił go obraz przelatującego ptaka. Trzymał w dziobie dużych rozmiarów owada. Wtedy spojrzał na to ich wspaniałe życie inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz