niedziela, 25 września 2016

Klony


Wiosna przyniosła młode listki, tchnęła w nie życie, patrzyła jak się rozwijają. Lato dbało o ich zielony nasycony kolor, dawało promienie słoneczne i deszcze. Teraz pora na jesień. Ona robi to w takim wyjątkowym stylu, kiedy coś mi z oczu odbiera. Nie zrywa ich za jednym pociągnięciem. Pozwala się im z drzewem pożegnać. Smutne wyrażają swoje uczucia rozstają się kolorami. Czerwienią się i złocą, spadają odrywając ogonki od gałązek. Wirują z wiatrem w powietrzu, to ich ostatni taniec zanim opadną na ziemię tworząc kolorowy dywan, przytulając się do siebie.
Poranna mgła, zostawiła na nich drobne kropelki. Czekam, aż wyschną i biorę parasol, który jest jak niebo. Ma na niebieskim tle obłoki.
Stoję z nim, rozłożonym pod drzewem i czekam na poryw powietrza. Chłopiec, który bawi się blisko zabiera go ode mnie, składa do połowy i wsypuje rękami do niego żółte talizmany. Podrzuca wszystkie w górę i cieszy się z tego spadającego na niego kolorowego deszczu.
Odbijającego się od jego głowy i ramion, z powrotem na ziemię. Parasol unosi się wysoko wyrywając się z ręki do nieba. Drzewo jest już prawie nagie, widać każdy jego szczegół w koronie. Brunatne zaznaczone linie gałęzi, widać go już w całej okazałości. To był klon jest jesieni najbardziej udanym dziełem. Zawarła w nim całą paletę barw i odcieni. On jest symbolem odzwierciedlającym jej kolorową sukienkę. Ona jest drobna i krucha jak te liście po, których bosymi stopami chodzi. W brązowych włosach ma kokardki z rudymi akcentami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz