czwartek, 21 lipca 2016

Diabelski pies

Stary wysoki mężczyzna, pomarszczoną miał twarz. Lubił przy piecu przesiadywać, z fajką w ręce przysypiać. Odwiedzał nas i powoli siadał ociężale przy kuchni kaflowej, na której była blacha, miejsce na kociołek z ciepłą wodą, mały piekarnik. Wewnątrz palenisko, zamykane, zdobionym metalowy drzwiczkami. Popiół się z niego wybierało i na nowo rozpalało. Rozgrzewano blachę, aż ciepło z niej buchało.
Pewnego popołudnia przyszedł i zapytał, czy jest pusta wędzarnia za domem. Miał do uwędzenia kilka szynek i boczek. My wcześniej wędziliśmy tam swoje wyroby. Zanim włożył do metalowej wysokiej skrzyni, powieszone na patykach wędliny, zaczął robić palenisko. Powkładał do środka kilka drobnych gałązek, trochę papieru, suchych liści i zaczął podpalać.
Wcześniej wszedł tam pies. Wewnątrz siedział na metalowych kratkach i zlizywał resztki, z tłuszczu, z poprzedniego wędzenia. Pies był niewielki, czarny bez problemu się tam zmieścił. Starszy pan nachylał się twarzom, do paleniska i wdmuchiwał powietrze, żeby mu ognisko nie zgasło. Pies nagle poczuł dym przestraszony, było coraz cieplej bał się, że też upiecze. W tej desperacji, z jednym tylko wyjściem, przebiegł prze rozpalone palenisko, wprost na twarz palacza. Straszny krzyk się za domem rozległ. Pies szybko uciekł niezauważony, a on przerażony krzyczał, że diabeł z wędzarni na niego wyskoczył.


Historia prawdziwa, pies miał na imię Łajka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz