niedziela, 31 lipca 2016

sobota, 30 lipca 2016

Czarny anioł.



Ubrany na czarno elegancko anioł z czerwonymi kwitami, w ręku chce się pożegnać. Na to nie ma nigdy odpowiedniej chwili ani miejsca. Jest ciężko, przytłaczająco, nie można tak tego zostawić. Przywiązanie jest silne, jak lina gruba, stalowa przytrzymuje na siłę. Żadnymi narzędziami nie da się jej przeciąć. Skruszyć  może tylko upływający czas. Pokryje się rdzą, ruda jej powłoka będzie widoczna z daleka. Anioł kładzie kwiaty, zdejmuje czarny kapelusz, odwraca się i odchodzi. Skrzydła mu opadły, stracił swoją podporę.Niczym bezwładna kukiełka, idzie przed siebie w nieznane mu miejsca. 


Czarny anioł- zdjęcie i wykonanie Katarzyny Fritz-Waigiel. 

Postać


Ciekawe, gdzie on ma głowę?

Biedronka dwukropka


Może się spotkają.

Chodzą po jednym kwiatku, może się na wspólnym jedzeniu spotkają. 

Stonka


Stonka, kiedyś zbieraliśmy je do wiaderka, ziemniaczanego wroga. Minęło już sporo czasu, a ja ucieszyłam się na jej widok, przyniosła wspomnienia. 





Przechadzka


Przymierza się przedostać, na liść krwawnika.




Równowaga.

Sama siebie nie wytrącam z równowagi, inni robią to za mnie. Prowokują moją cierpliwość, a ona ma słabe nerwy. Pracuje nad tym ćwicząc jogę, ale niewiele jej to daje. Przeżywa, rozmyśla, długim ciągiem zdarzeń. Dopowiada wyolbrzymia, z wyobraźnią knuje nowe niestworzone historie. Siedzę przez nie smutna, bo one nie mogą zapanować nad sobą.

Radość

Pomiędzy kartkami w notatniku coś zaszeleściło. Wysunęło jedną nogę, reszta ciała się zaklinowała, wyjść dalej nie może. Z ciekawości przekładam kartkę, po kartce, sprawdzę co tym razem ucieka z tekstu. Zbliżam się o trzy kartki przed ostatnią, pod którą leży. Zastanawiam się czy może lepiej wcisnąć, z powrotne  tą wystającą nogę. Z drugiej strony, jak chce wyjść to ma ku temu powody. Podnoszę delikatnie kartkę, a pod nią siedzi radość. Uśmiechnęła się i zaczęła cieszyć, zadowolona z wolności na ramię mi wskoczyła. Szeptała do ucha, że złość też chciała wyjść, ale już nie zdążyła. Pokłóciła się z literami, była tak zajęta, że w notatniku została. Nie będzie nam przeszkadzać. Z ulgą odetchnęłam, bo jak by złość wyszła, to już wiadomo jest niesforna, impulsywna, zaciska zęby i pięści, krzyczy. Wymaga ogromnej uwagi. Z radością pójdę na spacer, popływam w jeziorze porostu odpocznę. Później oddam ją do notatnika, z powrotem. Pocieszy litery opowiadaniem, z podróży po awanturze ze złością.

piątek, 29 lipca 2016

Muchomory

Kobieta brana w czerwoną sukienkę, w białe kropki. Do życia źle nastawiona, ciągle w złym humorze, zaczęła przypominać trującego muchomora. Nikt jej już w towarzystwie nie mógł strawić. Udzielała się innym jej toksyczność, bolały ich brzuchy i głowy. Mieli jej wszyscy dosyć, każdy unikał kontaktu. Samotna, coraz bardziej się na swojej truciźnie skupiała . Żyje w zgryzocie i ciągłym narzekaniu, że muchomory są trujące. Codziennie gotuje z nich zupę, diety nie chce zmienić. Lekarstwa łyka, ale to nie antidotum na jej nastawienie do życia.

Gapka

Ciekawa rozmowa dzieci, siedmiolatka i trzylatki.
-Lena idziesz dzisiaj ze mną na plac?
-Nie bo mi mama nie pozwala.
-Dlaczego?
-No bo wiesz, ona jest taka trochę gapka.

Riposta

Między wierszami, dopisane słowa zmieniły znaczenie zdania. Zapanował kompletny chaos, brak zrozumienia. Ten bałagan coś przypomina. Relacje się psują, krytyka jak nóż tnie papier. W strzępach leży, każda porozrywana litera. Słowa wypowiadane, zadają ciosy pięściami. Siniaków nie widać, urazy chowają się  pod cielistego koloru plastrami. Zaczynają przypominać, poukładaną niczym puzzle maskę. Odwaga odsłoni posiniaczoną twarz i spojrzy prawdzie w oczy. Ciętą ripostą odda, to co sama dostała z nawiązką. Zaboli, je aż do szpiku kości. Skończy się maskowanie urazów, po agresywnych słowach. Przyjdzie czas, na pięknie pomalowaną twarz.

Jarzębina


Mistrz mumifikacji



Drobiazgi


Małe drobiazgi, też są ciekawskie.







Chuby


Pająk do góry nogami.


Anioł stróż.

Siedzi przy piecu kaflowym i robi z niewidzialnych nici, maleńkie ubranko. Para ze stojącej na stoliku obok herbaty, ukazała końcówkę rękawka. Druty błyszczą przekładając się między sobą, w jego rękach. On się uśmiecha, cieszy się, że może coś dla niej zrobić. W tym maleńkim sweterku, będzie jej ciepło, przytulnie, bezpiecznie, pod jego czujnym okiem- jest aniołem. Jego skrzydła rozwiną się nad nią, białe, ogromne, błyszczące w świetle słońca. Będzie zawsze przy niej blisko, chronić, ostrzegać, uczyć i prowadzić przez życie. Dopóki nie dorośnie, pozna jej świat mały, na pozór banalny, ale niepowtarzalny, jej własny. Nauczy się patrzeć na wszystko, od nowa z perspektywy małego człowieka. Szczęśliwe uśmiechnięte dziecko, napełni jego serce, nieograniczoną radością.

czwartek, 28 lipca 2016

Pożegnanie

Sklejona mocnym klejem, zaczęła się otwierać. Powoli pojawiły się pęknięcia, drobne, niezauważalne, maleńkie szczeliny. Odsłoniła się postać, z pozoru odporna na wszelkie empatii uwagi. Nieczuła, zastygnięta emocjonalnie, mocno związana klejem. Pękła do końca i się otworzyła, z ciała wyleciały ogromne słone łzy. Przez maleńkie kanaliki oczu, wylewały się potoki mokrej bezbarwnej cieczy. Odsłoniła się kurtyna, pod powiekami widać w oczach smutek, który się z niej wydziera. Rozpływają się silne spoiwa kleju. Płacze i nie może tego powstrzymać. Radość biegnie jej na ratunek, obraca w żart sytuację. Pożegna się z nimi, zabierze ze sobą przyjaźń. Chwile przeżyte razem, skrupulatnie poukłada w szufladach. Przygarnie do siebie dobre uczucia i odejdzie w nieznane.

Błękitnooki.

Siedział na schodach kamienicy, stary, chudy, mężczyzna. Jego błękitne oczy przyciągały wzrok. Wpadał się w nie jak w niebieską toń. Skrywały, smutek, rozgoryczenie, samotność, przerażającą przeszłość. Kontakt wzrokowy rozwiązał supeł. Ściśnięte gardło, cicho wypowiedziało historię, trudną do zrozumienia. Szukał rozwiązania, ostatecznego za pomocą sznura. Podzielił się wizją swojego końca. Na scenie życia, odegrał dramatyczną rolę. Stojąc obok, można było tylko spróbować, powiedzieć coś na pocieszenie i też nie do końca.

Tadzik, Tadzik

Podsumowanie naszych własnych nazw pająków. 
Syn stwierdził, że jest najpierw Tadzik, Tadzik, a później okazuje się, że to Nasosznik Trzęś. Mieliśmy kiedyś wysokiego znajomego, który podobnie się poruszał, jak ten właśnie pająk. Nazwaliśmy pająka od jego imienia.


Kilka nici


























Czeka na odpowiedni moment, żeby rozwiesić pajęczynę.

Oko, oko


























Ogromne oko i ssawka.






Żółte porcięta.


Promienie


Postać z odciętych gałęzi.

























Bardziej zachwycone, czy przerażone? 




środa, 27 lipca 2016

Skorupki owada.


Na suchym liściu, takie skorupki.


Ten czas.





Nadszedł ten czas, kiedy w końcu trzeba poszukać kluczyka. Leży na dnie głęboko zakopany, w pudełku pomiędzy stertą, różnych niepotrzebnych rzeczy. Nie ma breloczka, jeszcze nie zdążył zardzewieć. W dobrych warunkach, czekał na ten moment- połączenia z kłódką. Ona strzegła tajemnicy, czegoś co próbowało się wydostać, ale nie miało nawet szpary, żeby o pomoc zawołać. Zakneblowane siedziało, zawinięte w papier. Trzymało, w ramionach nadzieję. Jeszcze małą, ale zadbaną i gotową, w każdej chwili wyjść na wolność. Łańcuchy przytrzymywały kłódkę, zwisały spokojnie. One były już mocno zardzewiałe, czas o nich nie zapomniał. Silne metalowe, ze sobą połączone, przetrwały, by każdą próbę ich rozdzielenia. W twierdzy umysłu, tryby zaczęły się przesuwać, gotowe na zmiany. Coś drgnęło, kluczyk przesunął się w kłódce,ona wydała przeraźliwy dźwięk- zaskrzypiała. Kłódka otworzyła się i rozpięła łańcuchy. Serce zaczęło bić mocniej, na widok uwolnionego skrywanego szczęścia. Nadzieja w oczach urosła.

Osty




Kropeczek